Jestem w związku i rozczarowałam się. Z początku facet udawał pełnego życia, zaangażowanego we wszystkie obowiązki. Taki dobry partner do wszystkiego. Z czasem olewa porządek np nawet nie wsadzi naczyń do zmywarki, brudne ubrania rzuci tam gdzie je zdejmie. Nie gotuje, czasami przygotuje coś bardzo prostego ale wtedy robi ogromny bałagan którego nie sprząta tylko zostawia... Robiąc kanapki zostawia syf. Efekt jest taki, że ile razy nie posprzątam kuchni to i tak ciągle jest bałagan.Ja lubię czystość, nie taką przesadną ale żeby było schludnie. Jak mieszkałam sama to miałam wyznaczone codziennie 20-30 na porządek i dzięki temu codziennie było czyściutko.Zwracałam delikatnie uwagę ale zostało bez echa. Nie mam cierpliwości uczuć dorosłego faceta porządku.Ja już czuję się jak jego matka, widzę że tracę nim zainteresowanie przez to bo właśnie jest takie wrażenie, że mu matkuje. I serio nie mam siły na tłumaczenie podstaw, ja już coraz częściej widuję mocz obok toalety albo na samej toalecie na krawędzi, aż mnie coś pali w środku na myśl, że miałabym ponad 30 letniej osobie tłumaczyć, że to jest wstrętne.Poza tym jest ok ale nie mogę przejść obojętnie obok tej kwestii. Zrobiłam mały test, pojechałam na trzy dni małego urlopu z koleżanką. Jak wróciłam to był syf. To już zabiło we mnie nadzieję. Niby pierdoła a jednak nie pierdoła. Mam myśli żeby uciekać z tego związku...#zwiazki #zalesie

