Z czego wynika w Polsce ten cyrk z podwyżkami w #it #programowanie ? Rok temu zostałem przyjęty do firmy na juniora. Dostałem umowę o dzieło bez gwarancji godzin. Za 160h dostawałem ok. 5k na rękę, ale takich miesięcy, że faktycznie miałem 160h był w ciągu roku jeden, a zdażało się że miałem po 30-40h. Głównie naprawiałem apki po pseudo seniorach, którzy całe życie klepią monolity z jedną i tą samą bazą danych, oczywiście bez testów, dokumentami, a taski były przekazywane na gębę. Klienci zgłaszali, że teraz te aplikacje działają lepiej i widać, że pracuje przy nich dedykowany „zespół” xD W międzyczasie klepałem PoCe dla siebie, które im pokazywałem, żeby ogarnęli jak można prościej i pewniej klepać apki. Wzorce projektowe od Marka Richardsa, Docker, Kafka, RabbitMQ, Redisy do cachowania i Event Streamingu, Mongo, Influx, testy itd.No i w końcu mam zostać architektem jednej z aplikacji dla ich największego klienta. Spoko opcja… Tylko dziady nie chcą mi dać ani stałej umowy, ani gwarancji godzin, ani podwyżki.Przecież to jest jasne, że wypierdziele z tej roboty przy pierwszej okazji, to jest coś niejasnego dla pracodawców?

