Od zawsze planowałem wyprowadzkę z domu. Myślałem "kurde, ale będzie super, mieszkać samemu gdzie nikt nie zawraca Ci gitary żebyś posprzątał". Tak też zrobiłem, wyprowadziłem się, w sumie też żeby złapać jakąś fajniejsza robotę, udało mi się. Obecnie zarobki niecale 12k na rękę i fajna robota, lubię ja. I teraz zaczyna się właściwe zażalenie - Co mi z tej jebanej kasy, jak wracam ciągle do pustego mieszkania, od zawsze żadnych znajomych, próbowałem z #tinder niestety z większością nie dało się pisać, widocznie sam też nie jestem jakoś bardzo atrakcyjny bo niewiele par. Ciągle te jebane 4 ściany, wychodzisz z roboty w piątek i obojętnie gdzie pojedziesz i tak na Ciebie nie będzie czekał. Zawsze marzyłem o zwiedzaniu, podróżach z kimś. Mógłbym to teraz realizować, finansowo mogę sobie pozwolić, ale i tak wiem że jadąc samemu pogłębi to tylko moje uczucie samotności. Już nawet teraz jak widzę pary gdzieś na mieście to jest mi tak kurewsko przykro, czy aż serio coś że mną nie tak, że mnie to omija? Czemu wszyscy jakoś potrafią sobie kogoś znaleźć, znajomi że szkoly mniej atrakcyjnie ode mnie, a i tak każdy z drugą połówka. Cierpię, strasznie cierpię i nic nie wskazuje na to żeby miało się coś poprawić. Czasem myślę czy po prostu nie iść do #psychiatra żeby dal mi jakieś proszki, żeby całkowicie wyłączyć uczucia. Nie będę wtedy nic czuł, bo teraz mam wrażenie że czuję za dużo.#depresja #zalesie

