Dwa lata temu rozstałem się ze swoją partnerką. Jeśli chodzi o mnie; mam stabilną pracę, dużo znajomych, nową dziewczynę (co prawda studiuje w innym mieście, ale widzimy się co jakiś czas). Mam kochających rodziców, którzy opłacają mi mieszkanie w stolicy, pasje, udzielam się w wielu organizacjach. Mimo to, czuję, że upadam coraz niżej. Kiedy nie ma dziewczyny obok, niemal co wieczór chleję. Topię smutki w tanim whisky, a znajomym mówię, że nie mam czasu na spotkania. Unikam telefonów od bliskich. Po rozstaniu, chodziłem też na psychoterapię, ale jak możecie się domyślać - gówno to dało. Z jednej strony, mam całe życie przed sobą - planuję nowy związek, chcę się rozwijać w pracy, mam magistra…A z drugiej…szczerze, czasami rozważałem sznur. Tęsknię za tym, co było. Za wspólnymi chwilami mimo tego, że czasami nie mogłem z nią wytrzymać. Wspólne studia, wspólne wakacje, wspólne…wszystko. Wspólne życie. I nagle, to wszystko prysnęło. Musiałem zaczynać wszystko od nowa. Przez pewien czas, brałem mocniejsze używki, wpadłem w „złe towarzystwo”. Nie wiem szczerze co robić dalej. #depresja #zwiazki #smutek

