Ech, czemu człowiek musi być taki głupi i tak się przejmować wszystkim. Ponad rok temu dostałem kosza od koleżanki. Mamy wspólną paczkę znajomych i co jakiś czas gdzieś jedziemy na weekend albo wychodzimy do baru, więc nie zerwaliśmy zupełnie kontaktu, ale poza tymi rzadkimi spotkaniami w grupie to nie odzywamy się do siebie "jeden na jeden" jak kiedyś. Mocno mi siedziała w głowie przez 4-5 miesięcy; myślałem wieczorami, czy się z kimś spotyka, czy może kiedyś będę miał szanse u niej itp. W międzyczasie wziąłem się za siebie, zrzuciłem sporo kilo, zacząłem zbierać komplementy, wzrosła moja samoocena; chodzę też na psychoterapię, żeby sobie poukładać w głowie te i inne sprawy. Było dobrze do tego stopnia, że ostatnio już sobie myślałem: "Eee, przecież teraz to ja chyba jestem o level wyżej od niej. To ja rozdaję karty w swoim życiu. Teraz to chyba to ja dałbym jej kosza". Było tak do momentu aż w rozmowie powiedziała coś takiego, że zrozumiałem, jakby się z kimś spotykała, i znowu jakby raził mnie piorun. Znowu rozkminy, tworzenie teorii, scenariuszy, myślenie, czy może jednak kiedyś będę miał szanse etc. Najdziwniejsze w tej całej sytuacji jest to, że być może się z kimś spotyka od ponad roku, ale nikt z naszej paczki nic o tym nie wie. Nikogo nam nie przedstawiła, chociaż było przynajmniej kilkanaście okazji. Wyjeżdża sobie na weekend z naszą grupą, gdzie zdarza się, że jest ona i kilku facetów. Dziesiątki godzin spędzone na rozmowach, a ani razu nie wspomniała wprost o żadnych chłopaku. Trochę wydaje się to popieprzone, jeśli rzeczywiście kogoś ma. I z jednej strony frustruje mnie to, że tego nie rozumiem, a z drugiej strony przecież mógłbym zapytać wprost, ale wolę żyć w nadziei, że wcale z nikim nie jest związana, nie jest szczęśliwa i kiedyś coś jej kliknie w głowie i będziemy razem.#rozowepaski #niebieskiepaski #friendzone

