Martwie sie o swoja przyszlosc pod koniec roku stuknie 21 lat.Czuje sie dosc staro, najbardziej przeraza mnie fakt ze to idealny wiek zeby sie samorealizowac. Robic cos w kierunku lepszego jutra, tak by w przyszlosci moc zyc na poziomie. To tez taki wiek kiedy dobrze jest sie okreslic i obrac sobie jakas sciezke. Bardzo czesto czuje, ze marnuje czas. Kazdy dzien taki sam, nie zrobilem nic produktywnego sam nawet nie wiem od czego zaczac. Obecnie studiuje w Krakowie, wracam za kilka dni do akademika. Cala przerwe swiateczna spedzilem na graniu w gry i ogladaniu kosza po nocach. Rozjebalem sobie zegar biologiczny, zazwyczaj wstaje o 17/18. W miedzyczasie (bo zle sie z tym czulem) probowalem znalezc jakas prace dorywcza u siebie w miescie. Generalnie to straszna dziura i znalezc cos na pol etatu graniczy z cudem. Bylem na jednej rozmowie, gosc wydawal sie w porzadku mowil ze da znac ale i tak wiedzialem ze nie odezwie sie. Byl zdziwiony ze nie jestem studentem zaocznym (doslownie napisalem w poscie od kiedy do kiedy mam czas). Tak wiec bite 2,5 tyg siedze i nic nie robie. Studiuje na prywatnej uczelni, bo zdalem mature przecietnie i nie mialbym szans na panstwowej. Nie bede mowil co za kierunek, ale jest dosc oblegany i zawsze sie przyda. Jestem na tych studiach bo jestem. Tzn chce z nich cos wyniesc, ale niewazne co bym robil ja czuje po prostu ze marnuje czas i moglbym zrobic cos pozyteczniejszego. Nie dosc ze nie poswiecam jakiegos wielkiego wysilku na nauke (zakuwanie po kilka godzin, notatki itd.) to ten wolny czas tez nie robie nic produktywnego. Nawet nie korzystam z potencjalu duzego miasta, tak dla mnie to jest jakas nowosc. Prawie 2,5 miesiaca w Krakowie i wiekszosc dni spedzone na pizdzie w akademiku. Pomijajac ten aspekt zawodowy na ktorym mi tak szczegolnie zalezy moglbym przeciez pojsc pozwiedzac jakies zabytki, ogarnac fajne miejsca a przede wszystkim poznac nowych ciekawych ludzi. Hipotetycznie w przyszlosci nie podjalbym juz studiow drugi raz, a tak marnuje ten fakt ze to duze miasto. Wracajac, napisalem ze jestem na tych studiach bo jestem i moglbym zrobic cos pozyteczniejszego. Nie mam za bardzo planu na siebie, studia nie gwarantuja mi stabilnej przyszlosci ale chce miec jakies predyspozycje, zeby moc sie zlapac czegos po tym. Ciezko mi sobie to wyobrazic, ze zaraz po skonczeniu szkoly mialbym isc na magazyn i siedziec wsrod ludzi bez zadnych ambicji, bez zadnej urazy. Czasami boje sie, ze totalne mi nie wyjdzie i bede jechal na najnizszej. To byloby calkowite upokorzenie dla mnie, ze kiedy mialem czas i okazje by cos zrobic ze swoim zyciem wegetowalem. Troche tez wpadam w kompleksy jak widze osoby w moim wieku moze lekko starsze prowadzace jakies swoje biznesy. Ci ktorzy ustawili sie juz, albo robia jakies kroki w tym kierunku. Albo maja jakies prace zdalne i cisna powyzej sredniej krajowej. Nie mam pojecia nawet jak sie do tego zabrac, studiow nie rzuce rodzice zobowiazali sie mnie wspierac finansowo i czuje do tego jakies zobligowanie. Oczywiscie to nie jedyny powod, bo tak jak mowilem otwieraja mi one troche sciezek chociaz, zebym mogl liczyc na cos wiecej przy wyborze pracy niz pracownik sklepu/magazyn/produkcja. Czuje sie generalnie slaby jako czlowiek, masa rzeczy odwracajace uwage od wszystkiego (swietna wymowka) gry, porno i inne uzaleznienia. Chcialbym zyc w harmonii, zeby wszystko bylo takie poukladane. Zdrowe odzywianie, wysilek fizyczny, plan do ktorego daze. #zalesie #studbaza #gownowpis

