Cześć. Piszę trochę takie #zalesie bo #praca a w sumie to #kolchoz mnie wykańcza a nie mam z kim za bardzo o tym pogadać, bo mam wrażenie, że ostatnio wszystkie moje rozmowy z bliskimi skupiają się na moich problemach w robocie i nie chce ich tym męczyć. Będzie tldr więc wpis raczej do pominięcia ( ͡° ͜ʖ ͡°)Sytuacja wygląda tak, że na ogół powinno być pięknie, jestem młody, niedawno kupiłem mieszkanie, mam dziewczynę którą kocham i która kocha mnie, mam rodziców, rodzeństwo, zwierzaka. Niby wszystko gitAle mimo tego wszystkiego. tak na codzień to nie jestem szczęśliwy, a powodem właśnie jest praca a dokładniej mój szef, który jest bardzo specyficznym człowiekiem z którym jak się okazuje nie da się wytrzymać na dłuższą metę. Mobbing i presja to nie odłączna część mojej pracy. Mam wrażenie, że gość dorobił się olbrzymiej kasy a wcale nie potrafi zarządzać tym biznesem. Może ja nie wiele wiem, ale sprawa wygląda tak, że oprócz firmy w której ja pracuje, on prowadzi jeszcze kilka firm, póki był bardziej zajęty innymi biznesami to u mnie w firmie wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku, ale odkąd bardziej zaczął ingerować w tę firmę to wszystko się komplikuje.M.in. Bierze zamówienia bez konsultacji nie wiedząc jaka jest sytuacja z obecnymi zamówieniami przez co mamy opóźnienia, wyrzuca pracowników bo coś mu się w nich nie spodobało (często czysto personalnie), oczywiście też bez konsultacji, po czym nie pozwala zatrudnić kogoś na ich miejsce twierdząc, że jeszcze połowa jest do zwolnienia (obecnie pracuje 7 osób, nie wyrabiamy się więc produkcja pracuje minimum po 10 godzin od poniedziałku do soboty)Oprócz wspomnianych 7 osób jestem zatrudniony jeszcze tylko ja. I to cała firma w której „jeszcze połowa ludzi jest do zwolnienia”. Żeby jakoś zwizualizować skalę na którą działamy to nasza miesięczna sprzedaż nie spada niżej niż 1.2 mln zł netto z samej produkcji (nie mylić z zyskiem)Ja sam jestem zaangażowany w dosłownie każdy proces jaki można sobie wyobrazić na produkcji. Obsługa klienta, przyjmowanie zamówień, planowanie produkcji, fakturowanie, zamawianie materiałów itp. Z racji tego, że jestem jedyną osobą zatrudnioną w biurze to ogarniam też podstawową księgowość i rachunkowość, sprawy pracownicze no generalnie można powiedzieć, że wszystko sam ogarniam Mimo tego, że w praktyce obsługuję całą firmę a szef dostaje z tego po prostu czysty pieniądz to szacunku ciężko się doszukać. Np jakoś pół roku temu zdarzyło mi się zachorować i miałem zwolnienie przez 2 dni i mimo tego, że przez ponad 2 lata nie opuściłem ani jednego dnia pracy, bo czasem przychodziłem do pracy chory to gdy rozłożyło mnie na tyle, że nie byłem w stanie wstać z łóżka to co pół godziny miałem telefon od szefa z jakimś pytaniem dotyczącym pracy i insynuacjami, że symuluję, każdy urlop oczywiście też tak wygląda. Z urlopami też jest ogólnie śmiesznie, bo szef pozwala iść na urlop wtedy kiedy przestoje mają nasi klienci, ale tylko jeżeli produkcja do tych przestojów się wyrobi. Na przykładzie poprzedniego roku - powiedzmy, że nasi klienci mieli przestoje od 20 lipca, wszyscy wypisali wnioski urlopowe na 20 lipca, pojechałem z tym do Szefa a on wszystkim odmówił bo mamy zaległości. Powiedzmy, że miałoby to sens z tym, że byłem w załączony do wiadomości którą wysyłał w czerwcu do klientów z treścią mówiącą mniej więcej, że zatrudniliśmy dużo ludzi i na lipiec prosimy o jak największe zamówienia. Finalnie wyszło tak, że szef wnioski odrzucił pod koniec czerwca, a tydzień przed 20 rozwaliła się maszyna a z racji urlopowego okresu serwis nie mógł dojechać i szef wysłał wszystkich na urlopy od 20. Czyli finalnie urlop był w terminie który zaproponowali pracownicy z tym, że nikt w tak krótkim okresie czasu nie zorganizował sobie żadnych wakacji i przez 2 tygodnie „patrzył w ścianę”Wiem, że pewnie zaraz ktoś napisze, że jestem sam sobie winien bo powinienem dawać z siebie tyle ile muszę a nie tyle ile mogę, ale po pierwsze to jestem ambitnym gościem i to dla mnie nie problem dużo pracować, po drugie serio bardzo lubię swoją pracę i ludzi z którymi pracuję, a po trzecie to z racji tego, że przez spory okres czasu szefa praktycznie nie było to wszystko wyglądało zupełnie inaczej i w mojej opinii moim jedynym problemem związanym z pracą jest właśnie on.Po kolejnych jego kilku dziwnych akcjach i wielu kłotniach uznałem, że jedyna rada to uciekać z tego miejsca. Tylko tu pojawia się kolejny problem którym są zarobki, praca wykańcza mnie nerwowo, ale zarabiam dobrze. Uznałem, że moje minimum to jakieś 6 tysięcy na rękę tak żeby móc spłacić kredyt i nie biedować jakoś strasznie… Kompletnie nic, ogłoszeń w okolicy mniej więcej 100 z czego jakieś 20 to MLM, 30 to praca dla kierowców C+E. Kilka ogłoszeń z innych fabryk smrodu z tym, że za grosze, najwyższe widełki jakie widziałem nie dla kierowcy C+E to 5800 brutto.Brak alternatyw strasznie ryje mi beret a najgorsze jest to, że serio lubię swoją pracę, ludzi z którymi pracuję a ten jeden człowiek swoim zachowaniem odbiera mi chęci i motywacje mimo, że ambicje mam naprawde duże. Mam nadzieję, że prędzej czy później jednak uda mi się coś znaleźć bo oszaleję.Życzcie mi szczęściaJeżeli ktoś dotarł do końca to szanuję za wytrwałość. Jak masz jakieś rady lub też chciałbyś się wyżalić to z chęcią poczytam.

