Opublikowane

Problemy z kredytem i przyszłością w związku

Hej wszystkim, Piszę tutaj, ponieważ okazało się, że na moje koleżanki nie mam co liczyć i tylko mieszają mi w głowie, a chciałabym poznać opinię kogoś "X zewnątrz". Uwaga, będzie długo ;) Mam zagwozdkę związaną z moim niebieskim i naszą sytuacją. Mój facet wziął kredyt w BK2%. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mogliśmy więc wziąć go razem. Ja niestety zarabiałam wtedy najniższą krajową, konczyłam studia, umowę dostałam w listopadzie, gdzie rynek był już mocno przebrany a mnie po prostu nie było samej stać na te ceny. Wspólnie planujemy przyszłość, jestesmy razem 4 lata, otwarcie rozmawiamy o ślubie, dzieciach, ale nie dostałam jeszcze pierścionka i nasze plany kończą się na razie bardziej na rozmowach niż działaniu. Ogólnie jest nam razem dobrze.Nie wiem jednak jak podejść do tematu mieszkania i naszej dalszej przyszłości. Niebieski spłaca teraz kredyt sam, umówiliśmy się, że później on będzie płacił kredyt a ja czynsz + opłaty. Nawet po ślubie mieszkanie będzie jego, chce też je spłacać z tego powodu sam i wspomniał nawet, że on może wszystko opłacać. Nie zgodzilam się, bo nie chcę na kimś pasożytować. Mimo wszystko mówi, że mieszkanie jest "nasze". No ale nie jest, wiadomo ;) Chciałam nawet zaproponować, żeby wziąć rozdzielność majątkową po ślubie, bo wtedy nie ma "wspólnych" pieniędzy, nie byłoby też wątpliwości z czyich pieniędzy był spłacany ten kredyt. Ale zgrzyt pojawia mi się w tym, że chcemy mieć dziecko. Jesteśmy w takim wieku, że chciałabym je mieć maks. za 2 lata, bo ze wzgledow zdrowotnych nie mam wiecej czasu. Osobą, która będzie musiała wtedy zostać w domu będę na pewno ja, dodatkowo będę miała większość obowiązków na głowie, bo praca niebieskiego wiąże się z częstymi wyjazdami i nieobecnościami (pracuje w kilkudniowych/kilkutygodniowych delegacjach). Dla mnie taka przerwa zawodowo to kaplica, nie mamy też babci, która pomoże w opiece.Moja sytuacja mieszkaniowa wygląda tak, że mam uzbierane jakieś pieniądze na wklad wlasny, ale starczy to na zakup mieszkania raczej w mojej rodzinnej mieścicie niż w stolicy, może ewentualnie pod i znaczną część wypłaty musiałabym przeznaczyć na raty, chyba że wynajmę. I teraz nie bardzo wiem co robić. Kochamy się z niebieskim, chcemy być razem, ale już raz w życiu zostałam zdradzona i chciałabym po prostu mieć zabezpieczenie na przyszłość. Dodatkowo sytuacja wygląda tak, że wszystko wskazuje na to, że niebieski będzie rozwijał karierę i firmę, zarabiał kilka razy więcej ode mnie a ja będę siedzieć w domu z dzieckiem zastanawiając się jak samej ogarnąć dom, dziecko i jeszcze martwić się o swój kąt, bo przecież nie będę formalnie u siebie i nie będę miała do tego mieszkania żadnych praw. I naprawdę, najmniej w tym wszystkim chodzi mi o to mieszkanie i pieniądze. Bardziej o poczucie bezpieczeństwa.Niebieski na razie mówi, że nie mam się o co martwic, to i tak będzie nasze, będę miała swój dom. Ale dla mnie to na ten moment kiepska perspektywa, zwlaszcza biorąc pod uwagę dzieci. Chciałabym wkrótce usiąść z nim i poważnie, po raz ostatni ten temat omówić, ale sama zaczęłam się zastanawiać czy ja po prostu nie przesadzam? Ale boję się po prostu, że sama wszystkiego nie ogarnę. Jak oceniacie moją sytuację i perspektywy? #zwiazki #pytanie
115

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (1)
mirko_anonim
Opublikowane
elastyczny-myśliciel-53 pisze:
Byłam/jestem w podobnej sytuacji.Ja doszłam do wniosku, że nie ma sensu być na siłę feministką i trzeba zaakceptować, że związek chcący mieć wspólną rodzinę to "my", a pragnienie niezależności, rozdzielność majątkowa często powoduje jakiś rodzaj rywalizacji kosztem dobra dzieci - i nie mam tu na myśli, że będziecie mieć zgrzyty, ale pewne wybory będą nieoptymalne z punktu widzenia finansów dwójki/psychicznych potrzeb dziecka bo będziesz skupiona na "budowaniu swojego".Rozglądając się po koleżankach jak rodzi się im dziecko następuje zupełne przetasowanie priorytetów - niektóre rezygnują z pracy lub rozwoju aby dać maksymalnie czas dziecku w kluczowej fazie rozwoju. Niektóre dzieci zupełnie nie mogą się zaadaptować w przedszkolu i sytuacja wymusza aby ktoś z nim został (i często jest to osoba zarabiająca mniej). Jak dla mnie rozdzielność majątkowa to umowa bardzo szkodliwa dla kobiet, które mają rodzić, bo:- kosztem jest twoj zastój w rozwoju i karierze na czas rodzenia i macierzyńskiego. Gdy on się rozwija i zarabia więcej Ty tego nie masz opcji robić.- pracodawcy mniej chętnie zatrudniają kobiety na uop jak mają dzieci, bo wiąże się to z l4 co chwilę na dziecko; a jak twoj facet prowadzi firmę to będzie łatwiej abyś Ty brała- nikt nie liczy, że zostając z dzieckiem w domu zaoszczędziliście X na niani, albo Y na żłobku. Po prostu nic Ci się nie należy.- jak ogarniasz obowiązki domowe to nikt nie wykaże, że może Twoj facet będzie dłużej żył i uniknie raka/cukrzycy bo Ty wsadzałaś dużo wysiłku, czasu i energii w dobór lepszej jakości jedzenia i dłuższy czas gotowania.I tak dalej i tak dalej. Wszędzie gdzie znajomi mają rozdzielność to doszło do tego, że mieszkanie zapisali 50% na kobietę i 50% na faceta, nawet jak facet je tylko spłaca to jest już rozdzielone aby rekompensować kobiecie "straty" na karierze. No jakby sobie nawet tego nie wywalczyły to według mnie byłyby stratne zupełnie na takim modelu. Z mężem rozmawiałam na ten temat i ustaliliśmy jasno - on nie ma problemu z utrzymywaniem jeśli pokruszy mi się kariera przez macierzyński, woli abym straciła pracę i abyśmy (jeśli będziemy mieć siłę i ochotę) zrobili sobie dziecko jedno po drugim niż abym dla sztucznego podtrzymania pracy szła rok na macierzyński, wróciła do pracy na rok-dwa i później znowu - sam jasno określił, że jego męską rolą jest mi dać bezpieczeństwo i najlepsze warunki (również psychiczne) dla dzieci.Też sporo rozmawiamy jak widzimy się w tych rolach - i dobrze wie, że nawet jeśli zrezygnuję z kariery zależy mi na dokształcaniu się, przez co będzie musiał mi pomóc zorganizować czas gdzie będę mogła się skupić i uczyć.A teraz przejdźmy do tego dlaczego chcesz być taka niezależna?U mnie na terapii wyszło, że z jednej strony chcę być silna niezależna, z drugiej że jako matka widzę się raczej przy dzieciach dopatrując ich jak są super małe (wizja wczesnego żłobka mnie przeraża). No jedno z drugim się gryzie, będzie prawie nie możliwe do zrealizowania. No i zdałam sobie sprawę, że mój ojciec zawsze jak coś poszło nie po myśli (mama była zmęczona i nie dostawała wsparcia/ja się buntowałam jako nastolatka i opuszczałam się w nauce) to wyciągał kartę "Ale ja zarabiam to twoja wina!”, czyli po prostu negował przemęczenie matki i robił wszystko aby nie być odpowiedzialnym za sytuację czy tam moje wychowanie i mnie bardzo długo blokował to, że praktycznie uznawałam za pewniak scenariusz mamy. Czyli przemęczonej kobiety, która nie ma nic do powiedzenia, jest sfrustrowana i wobec niej lista wymagań tylko roście bo szanowny pan zarabia więcej, więc na nią spada sprzątanie, gotowanie, zajmowanie się domem, odbieranie ze szkół i wspólne odrabianie lekcji. A mama w żadnym momencie nie rezygnowała z pracy! Po prostu zarabiała mniejAby rodzina dobrze funkcjonowała musi być obustronne wsparcie i docenienie. Według mnie biologia wymusza na nas, kobietach, po prostu pogodzenie się z tym, że mężczyźnie musimy zaufać i rozmawiać co jest dla nas ważne aby dał nam również wsparcie i przestrzeń na samorealizację poza macierzyństwem.
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

bdp76b9n1inj3jal3prw6hwg

Dodane: 3 grudnia 2024 - 09:06:54
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy