Cześć, mam 26 lat, dziewczyna 25, jesteśmy ze sobą od 6 lat razem i zaczynam zauważać coraz więcej rzeczy, które mi przeszkadzają.Dziewczyna jest cicha, raczej domatorka, czasem obrażalska, zrobi to co jej się powie, raczej nie podejmuje decyzji i żyje tak jakby była NPC... Jest z dobrego domu tj. brak patologii, super dzieciństwo bardzo dobry kontakt z rodzicami, brak bagażu emocjonalnego, toksycznych związków, ale jest coś w niej co sprawia jakbym miał simsa w mieszkaniu, a nie partnerkę życiową.Przez te wszystkie lata, ANI RAZU nie przyszła porozmawiać o tym co jej przeszkadza, czego potrzebuje czy nawet jak mieliśmy jakąś sporą sprzeczkę to też nigdy nie przyszła przegadać tematu, dosłownie zawsze robiłem to ja. Kiedyś myślałem, że to kwestia innych zainteresowań i ciężko jest rozmawiać z kimś o matematyce jeśli to kogoś nie obchodzi, teraz uważam, że jest to okej, ale inaczej sprawy się mają jeśli prowadzi się same mdłe rozmowy, takie jakie można odbyć z losową osobą na przystanku.Mam spore wątpliwości co do sensu związku z taką osobą, pozornie dla wielu chłopaków byłaby to super opcja, kochająca dziewczyna, bez większych problemów, nie narzeka, nie ględzi, ale z czasem to zaczyna przeszkadzać bo ciężko polegać na takiej osobie.Rozmawiałem z nią na ten temat przynajmniej kilka razy w ciągu roku, co kilka miesięcy wracam do tematu i wspominam, że doceniłbym to jeśli to ona po tym jak zauważy problem to powie mi o tym i go przegadamy, ale to nigdy nie nastąpiło, wyciąga rzeczy, dopiero, gdy ja zacznę rozmowę więc wiem, że nie wszystko jej pasuje tylko po prostu o tym nie mówi. Takie bierne zachowania przekładają się też na wspieranie, jeśli znajdę jakieś hobby to nie mam poczucia wsparcia, dobrego słowa, tylko "przyjęcie informacji", mógłbym równie dobrze powiedzieć to do ściany.Czy związalibyście się z partnerem/partnerką, która jest bardzo bierna w kwestiach związkowych, nie mówi o swoich potrzebach, żyje obok? #zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski

