Opublikowane
Nie ma większego cierpienia w głowie niż nieszczęśliwa miłośćWiem co napiszecie, że jestem zjeb$*@4 mając szczęśliwą żonę i trójkę dzieci w przedszkolu/podstawówce, duże mieszkanie w centrum miasta, tytuł naukowy i dwa nowe samochody, pracując może 3 godziny dziennie, czego więcej chcieć?Jej.To matka dwójki dzieciaków z którymi moje chodzą do przedszkola - do tej samej grupy. Znamy się już jakieś trzy lata i się bardzo lubimy całymi rodzinami. Ja mam moją rodzinę, Ona ma swoją. Spotykamy się czasem, zwykle w większym gronie na pogaduchy przy okazji jakichś wydarzeń typu urodzinki czy coś. Pogadamy o dzieciach, o partnerach, ona ponarzeka na swojego, ja na swoją, ot takie niby normalne dyskusje, tylko ja wtedy czuję totalnie motyle w brzuchu a w jej oczy mógłbym się wpatrywać nie godzinami tylko miesiącami. Uwielbiam jej styl ubierania się, sposób mówienia, inteligencję i pewność siebie, wygląd zewnętrzny i styl bycia. I praktycznie od początku myślę o Niej cały czas. Każdy podjazd pod przedszkole to myśl czy może uda się Ją spotkać, nawet w biegu. Każda podróż samochodem przez okolice miejsca gdzie mieszka to wypatrywanie Jej auta. Każdy... stosunek z żoną to myśl o Niej. Jak by to z Nią było.Oczywiście wchodzi w środku tych rozmyślań mózg który mówi: stary przecież jakbyś z nią był tyle lat to to by uleciało, wszystko by spowszedniało, jesteś zauroczony. Ktoś mi kiedyś poradził żeby zapomnieć i to próbowałem zrobić, przez dobrych kilka miesięcy się wcale nie odzywałem do niej a wszystkie ewentualne rozmowy prowadziła żona, ale co z tego jak codziennie o niej i tak myślałem, nawet mimowolnie podczas pracy czy jedzenia. Nie minęło. Nie boję się powiedzieć, że kocham Ją tak, jak mojej żony nigdy nie kochałem. Czy ona odwzajemnia to też tak mocno? Granice flirtu przekraczamy bardzo często się wprost komplementując, chociaż nikt z nas jeszcze nie zdecydował się otwarcie czegoś powiedzieć, może nie było okazji, ochoty, z mojej strony na pewno odwagi. Nawet jeśli, to co dalej? Komplikowanie sobie życia w celu chęci zaspokojenia swojego ja? Dla mnie jako życiowego pragmatyka to totalnie bez sensu.Przez całe życie ja, introwertyk, raczej skupiony i wycofany, trochę z przypadku trafiłem na kobietę której przypasowałem, spoko. Nigdy nadaktywny w przeciwieństwie do niej - to ona jeszcze w narzeczeństwie proponowała jakieś wyjazdy, akcje, spotkania... A dziś j pracuję, żona siedzi w domu kolejny rok - nie powiem, przykłada się, sprząta, gotuje, prasuje, ostatnie czego można jej odmówić to brak pracowitości. Jednak z aktywnej i wysportowanej kobiety przy ślubie zrobiła się kompletną domatorką, nie tylko przybierając na wadze, ale i zamykając się na świat. Mamy możliwości z których nie chce skorzystać. Ani myśli o wyjeździe ani nawet wyjściu gdziekolwiek na randkę (mamy dziadków 2km od nas - nie chce im zostawiać dzieci nawet na jeden wieczór). W zeszłym miesiącu na dwa tygodnie zrezygnowałem całkowicie z pracy spędzając z nią kompletnie czas w domu - ogarniałem dzieci w 100%, jedzenie itp. - w czasie kiedy dzieciaki były w szkole zawsze zamiast po prostu spędzić czas ze mną choćby na głupim spacerze albo wyjściu na obiad, znajdowała lepsze rzeczy do roboty. "A może byśmy zrobili porządek w pamiątkach", "A może wystawimy coś na allegro na sprzedaż", "A może zrobimy remanent rzeczy w piwnicy". Wszystko mechaniczne i może potrzebne, ale w pełni bezosobowe. Na sugestie o zatrudnieniu pomocy domowej/sprzątaczki/… reaguje jednoznacznie negatywnie już od lat.Przekroczyłem granicę i powiedziałem jej o tym że się źle z tym czuję, że mając wszystko czego uczciwy człowiek może chcieć jest mi źle, że nie czuję tej miłości. Powiedziałem nawet w półżarcie że ciekawe czy inne kobiety, na przykład Ona, też tak robią. Przypomniałem jej jak lubiła chodzić na siłownię lata temu i czemu teraz tam nie pójdzie, tym bardziej że jest ona jakieś 100m od naszego domu. Przyznała że jej też jest z tym źle i postanowiliśmy wspólnie że chcemy nasz wózek dalej ciągnąć ku lepszemu jutru. Godzinę później odsuwaliśmy pralkę bo się za nią kurz zebrał. Zaznaczam że ona nie jest jakąś pedantką czy ma chorobę czystych rąk. Uwielbiam jej pragmatyzm i liczę się z niewielką dozą romantyczności, ale czuję że granice są przekraczane, bo w domu z trójką dzieci rzeczy domowe można robić naokrągło. Ostatecznie w domu 100% przesiedziałem prawie miesiąc a ona w tym czasie na tą siłownię poszła raz. Wspólny spacer który miał być romantyczną randką z lodami skończył się wizytą samochodem w biedronce a jedyna wspólna chwila we dwoje, nawet nie tyle romantyczna tylko ciepła rodzinna była jak jej na telefonie wyskoczyły przypomnienia z facebooka z jakimiś zdjęciami sprzed kilku lat więc wykorzystałem sytuację i odpaliłem nasze zdjęcia na komputerze i pooglądaliśmy je sobie wspólnie. Zbliżenia łóżkowe też są bardzo w kratkę, potrafi mieć chęć trzy dni pod rząd aby później przez dwa miesiące mówić "nie". Z zasady śpi w pokoju dziecięcym z dzieciakami. Kiedyś stwierdziła że ja jej daję wszystko czego potrzebuje i nie oczekuje nic więcej.A w tle cały czas Ona, kiedy tylko do niej zadzwonię i usłyszę jej głos od razu się budzę. Od razu ochota do działania i chęć do życia. Przyznam się też że w różnych chwilach myślę o niej, potrafię sobie nawet trochę bezwiednie otworzyć np. facebooka z jej zdjęciami po prostu aby się na nią pogapić.W domu więc całą moją miłość i aktywność kieruję więc na dzieci, głównie córki w szkole, razem odrabiamy lekcje i uczymy się różnych dodatkowych rzeczy, czy to na komputerze czy to gramy na instrumentach i tym zajmuję sobie życie na co dzień. Ze starszą córką mamy bilety kupione na mini wycieczkę dookoła świata - żona nie chce… Z młodszą w kolejnym roku albo za dwa żeby nie czuła się gorsza… Tylko wieczorem już jak dzieciaki pójdą spać (ja zwykle usypiam córki) i żona jak zwykle zaśnie razem z najmłodszym w jego pokoju to przychodzą te myśli… a nawet jak nie zaśnie tylko wstanie (kilka razy w miesiącu) i przyjdzie do salonu to kończy się kolejnym odcinkiem rancza na tvp bo na konkretny film albo nowy serial nie ma ochoty.No i powtórzę to co napisałem wcześniej, że no pewnie czy to żona czy to Ona czy jeszcze inna to pewnie by to wyglądało tak samo bo przecież życie to nie film a rodzina to codzienna pobudka o 6 dzieciaki do szkoły i monotonia. No ale jednak widzę chyba nie bo że można inaczej, bo Ona wyjedzie na weekend jeden czy drugi gdzieś, zmotywuje do wakacji i ogarnie a jednocześnie ogródek upielęgnuje. I pracuje na pełny etat. I z jej facetem też się w pełni nie układa bo często to ona sama ogarnia rzeczy i nawet on jej nie towarzyszy.Mam już dość. Jestem zmęczony robieniem w kółko niczego i nie potrafię przekonać teoretycznie najbliższej mi osoby do otwarcia się na czerpanie z życia. Kocham inną i wiem że to nie tylko zakazana, ale i toksyczna miłość, puszka Pandory którą jak otworzę to może w najlepszym przypadku poskładać wszystkie karty które mam rozłożone. W najgorszym rozwalić całe moje życie, tak pieczołowicie budowane przez lata. Chciałbym się cofnąć o kilkanaście lat wstecz.#milosc #zycie bo nie wiem jaki hashtag wpisać a jakiś musi być.

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (3)
mirko_anonim
Opublikowane
Jedno jest pewne - nie możesz dłużej tkwić w takiej sytuacji. Zdecyduj się albo-albo, bo się tylko zamęczasz, a nic z tego nie wynika. Jeśli jesteś gotowy na rozbicie rodziny, rozwód, alimenty dla żony i dzieci, opiekę naprzemienną i fundowanie małym dzieciom traumy związanej z rozwodem to jasne, idź do tamtej, w końcu najważniejsze żeby tatuś poczuł się dobrze, kij tam z dziećmi i z tym co będą czuć i jak się wychowywać bez pełnej rodziny. Jeśli nie masz do tego jaj, no to idź w romans, ale jeśli żona się dowie to jesteś skończony.Istnieje też szansa że jak wyjawisz swoje uczucia do tamtej, to ona sama urwie kontakt, bo narzekanie na męża a chęć odejścia od niego to dwie różne rzeczy. Dzięki temu sprawa sama się rozwiąże.Jeśli zrobiłeś dzieci, no to ty już nie jesteś najważniejszy, przykro mi. Dla ich dobra trzeba zrezygnować ze swojego szczęścia i marzeń, więc zaciskaj zęby, walcz o swoje małżeństwo i odetnij się od tamtej. Jeśli będzie trzeba to przepisz dzieci do innego przedszkola - stawką jest wasza rodzina. Z żoną postaw sprawę jasno i egzekwuj to co ustalacie, jeśli mieliście iść na spacer i lody to idziecie na spacer i lody, koniec kropka. Jeśli ona nie chce się zachowywać jak żona to zagroź rozwodem. Znajdź w sobie jaja i ustaw żonę do pionu. Jeśli chcesz jechać na wakacje, to nie zdawaj się na nią, tylko stawiaj przed faktem dokonanym.Zrobiłeś się taką ciepłą kluchą, co pańcia zdecyduje, to tak jest, a ty się na wszystko godzisz. Dajesz się rządzić babie no to nic dziwnego że jest tak jak jej pasuje. Zachwiej jej pozycją, daj do zrozumienia że to ty rządzisz i jesteś górą, a zobaczysz że raz dwa zacznie się starać bo poczuje się zagrożona.
Moderator grap32
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
OPie, nie jesteś sam... Ja jestem odpowiednikiem twojej sytuacji, tylko w wersji żeńskiej - no z wyjątkiem tego że się w nikim nie podkochuję. Mój związek to jakaś karykatura, partner wydawał się idealnym materiałem na męża ale dziś po kilkunastu latach to co się stało z tym człowiekiem to brakuje słów. Nie chce nigdzie wychodzić, zdziadział, zdziczał, a ja nie potrafię juz z nim rozmawiać i skończyły mi się pomysły jak do niego dotrzeć. Czuję się młodo, atrakcyjnie, jestem pełna energii, chciałabym robić tyle rzeczy a nie mogę. Czuję że każdego dnia gasnę, usycham a życie przecieka mi między palcami. Nie wierzę w to w jakiego człowieka się zmienił mój mąż, dziś nie zostało praktycznie nic z dawnego jego, a ja nie mogę nic z tym zrobić bo jesteśmy do siebie uwiązani - kredytowo, finansowo, rodzinnie. Rozstanie nie wchodzi w grę, a świadomość tego sprawia że to wszystko boli jeszcze bardziej. Niestety gdy człowiek był młody, zakochany i taki naiwny co do przyszłosci, to poczynił poważne zobowiązania z których po latach nie sposób jest się wycofać.Nie wiem co mam ci poradzić, co powinieneś zrobić. Pytanie czy powinniście rozwalać dwie rodziny z dziećmi aby znów poczuć ulotne chwile szczęścia. Niestety dorosłe życie ssie, gdy sprawy zachodzą za daleko to nie można sobie ot tak odejść do innej, lepszej osoby jak to było za młodu. Nie jesteś sam w takiej sytuacji, przesyłam ci wsparcie i zrozumienie od osoby która czuje to samo. Trzymaj się mirek.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Odrzucone
Treść odpowiedzi nie jest dostępna.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clj73zcfc052k37rswhi7o3p2

Dodane: 22 czerwca 2023 - 14:17:41
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy