Na fali ostatniego zainteresowania #demografia zauważyłam, że nie został głośniej poruszony temat kobiet w pracy. Wydaje mi się, że wiele kobiet boi się zajść w ciążę, gdzie po powrocie już czeka na nie wypowiedzenie. Mówię tutaj o normalnych kobietach, które nie wyłudzają L4 i pracują praktycznie do dnia porodu, chcą wrócić najszybciej jak się da - nie biorąc nawet wychowawczego, dziecko planują oddać do żłobka. Pracodawcy jak ognia unikają dawania im umowy o pracę. Może to też mała cegiełka? Podczas rozmów o pracę nadal pojawiają się pytania o dzieci - niby nie powinny, a praktyka praktyką. W pracy często widać podwójne standardy: gdy to pracownikowi urodzi się dziecko, to gratulacje. Gdy to pracownica zajdzie w ciążę, to oskarżające spojrzenia i szukanie każdego sposobu, żeby ją zwolnić. Może to tylko moje doświadczenia (oby), więc jestem ciekawa innych opinii.

