Zupełnie nie rozumiem (i nie ukrywam, że mnie irytuje) tego pieprzenia, że lekarz to jakaś elita wszystkiego, omnibus, enigma, i że zostanie np. inżynierem czy programistą jest znacznie łatwiejsze od zostania lekarzem (inb4 - no jeszcze kilka lat temu było takie ssanie, że może tak, ale czasy ludzi z ulicy i bootcampów się skończyły, post nie o tym)Tak się składa, że jestem programistą z rodziny lekarzy, mój kuzyn równolatek skończył medycynę i jest na stażu. Uważam, że sumarycznie i ja i on dość mocno zakuwaliśmy w czasach studiów i nie tylko. Przy czym szanuję i pozdrawiam mojego kuzyna, ale on do IT by się zupełnie nie nadawał. Anyway, posłużę się nim jako przykład porównawczy.W liceum - ja mat-inf, on biol-chem. Tutaj przyznam, ja miałem dość silny bunt, i dopiero w klasie maturalnej zacząłem naprawdę zakuwać, by dostać się na polibudę X. Do tego w międzyczasie coś tam programowałem po łebkach. Mój kuzyn to był wzorowy uczeń na biol-chemie, bardzo dobrze potrafił obkuwać i zapamiętywać wiele konceptów - ja byłem bardziej kombinatorem. Tak czy owak oboje w maturalnej “nie mieliśmy życia”. Oboje swoje matury zdaliśmy na tyle dobrze, by dostać się na ciężkie kierunki na dobrych uczelniach - ja infa, on medycyna.Dochodzimy do etapu studiów. Zarówno ja jak i mój kuzyn pierwsze 2 lata siedzieliśmy w książkach/przed kompem. Dziwi mnie, że ktoś stawia jakiś znak wyższości nad np. obkuwką anatomii, histologii itd. przy algorytmach i strukturach danych, algebrze i analizie matematycznej itd. (mówię o standardach polibudy). Różnica pojawia się od 3 roku (choć i to nie do końca, zaraz do tego wrócę). Tempo u mnie mocno zwalnia (częściowo przez COVID), ogarniam jakiś płatny staż, zarabiam pierwsze pieniądze, ale całościowo ja i mój kuzyn mamy podobny duży workload biorąc pod uwagę studia + pracę. Ok, mój kuzyn musiał robić jakieś kilkutygodniowe bezpłatne gównostaże w szpitalach w wakacje, ale to małe piwo z perspektywy czasu.Ja po inżynierze skupiłem się na karierze, magisterkę pocisnąłem zaocznie znacznie niższym nakładem pracy, ale też się douczałem do np. certyfikatów cloudowych. Rok po magistrze z kilkoma latami expa mam dobrą kasę (choć mogłaby być lepsza, ale rynek nie rozpieszcza), ale włożyłem w to naprawdę sporo roboty i dalej wkładam. Gdyby nie dodatkowa praca na studiach, miałbym większy lajt niż mój kuzyn na medycynie, ale zarabiałbym potem znacznie mniej.Mój kuzyn tymczasem dopiero jest na stażu za znacznie niższą kwotę - ok, ale zaraz wbije na specjalizację i obstawiam, że po 30-35 roku życia będzie odcinać większe kupony ode mnie do emerytury, nie będzie musiał bać się o sytuację rynkową (poszedł na dobrą speckę). On sam natomiast twierdzi, że po 2 roku wcale nie było aż tak ciężko i w sumie mógłby tak jak ja sobie jakoś dorobić na studiach (wiadomo, nie jako lekarz). LEK, przed którym się stresował (końcowy egzamin na lekarza) okazał się formalnością, bo… wszystkie pytania są z ogólnodostępnej bazy pytań xD Czyli tak naprawdę mógłbyś ukończyć pisowską gównomedycynę, opieprzać się, obkuć stricte pod LEK i wypieprzyć kogoś ze specki co skończył np. WUM z wyróżnieniem.Podsumowując - dla mnie jako absolwenta informatyki (nie na WSRH), którą postrzegam jako wymagające studia - medycyna jest ciężkim, ale nie aż tak zajebiście ciężkim kierunkiem na jaki się kreuje. Myślę, że najciężej to jest się na nią dostać, a i to się zdezaktualizowało przy pisowskich uczelniach. Może też wytrwać mentalnie z leśnymi dziadkami, ale nie wierzę, by było ich więcej niż na polibudzie. Ich absolwenci, przyszli lekarze, to ludzie tacy jak wszyscy, z tym, żę będą zarabiać nieproporcjonalnie dużo do reszty przez sytuację w służbie zdrowia i to jak silne jest lobby lekarskie. Inb4 - myślę że po ~35 rż lekarze zarabiają więcej niż programiści (średnio - niektórzy szybciej, niektórzy wolniej), a za granicą to już w ogóle. Jedyny szczególny + dla programisty to to, że ja mogę swoją pracę wykonywać z domu w piżamie, choć niestety nie wszystkie januszexy uważają tak samo.Aha, i jeśli chodzi o słynne douczanie się po pracy. Ja będę się pewnie w mniejszym lub większym zakresie douczał cały czas. Informatykę lubię, ale jednak wolałbym mieć zdrowy WLB długoterminowo. Z kolei nigdy nie widziałem, by [członek rodziny] - obecnie lekarz z własną praktyką - po pracy się jakoś szczególnie douczał. Nie przeszkadza mu/jej to w posiadaniu bdb opinii i zapisanych pacjentów na przynajmniej w miesiąc przód. Przy czym miał/a znacznie bujniejsze życie studenckie niż ja xDKiedyś może wrócę na anonima z kolejną dawką przemyśleń w temacie. Np. na temat tego jak wielce oświeceni lekarze potrafią dosłownie lecieć w chuja (np. [członek rodziny] regularnie naprawia błędy lekarskie konowałów biorących nawet 2-3 razy tyle co on/ona), albo jak nie umieją w finanse, lecą na kredytach całe życie i nie mają nic na emeryturę mimo ciśnięcia na JDG.PS post nie ma na celu szczucia na lekarzy, (dobrych) lekarzy szanuję, nie żałuję im i jako pacjent zawsze ich słucham, po prostu mówię moją perspektywę jako outsider, mam wrażenie, że aspirujący i nie tylko lekarze żyją w bańce, jednocześnie wielu ludzi, w tym IT, ma jakieś wylansowane postrzeganie zawodu.Taguję #informatyka #medycyna #lekarski #studbaza bo tematy studióworaz #lekarz i oczywiście #programista15k bo zawodowe.

