Często przewijają mi się posty na Facebooku z grupy Pokój Nauczycielski. Czy każda grupa zawodowa opłacana przez państwo musi zawsze narzekać na swoje zarobki? Ostatnio pojawił się tam wpis młodego mężczyzny (przed 30) o pracy na 2 etaty i braku możliwości wzięcia kredytu na mieszkanie. Kilkaset polubień i komentarzy o beznadziejnych zarobkach nauczycieli. Gość mówił o pracy 8-17 i zarobkach ponad 9k netto - patrząc na zdjęcie jest nauczycielem wychowania fizycznego. Ciągłe wpisy jak to brakuje nauczycieli, nikt nie chce pracować w edukacji, zapowiedzi przebranżowienia do korporacji i sektora prywatnego (typu: nauczyciel angielskiego świetnie odnajdzie się w zagranicznych firmach, a nauczycieli matematyki może zostać programistą). Czy tylko ja widzę tutaj spore odklejenie od rzeczywistości? Problem braku nauczycieli może faktycznie dotyczy kilku największych miast, ale na obszarze 90% Polski jest to bardzo dobra robota (i w większości niedostępna dla młodych).W innym wpisie kobieta żali się, że jeździła na szparagi do Niemiec w wakacje żeby nadpłacać kredyt. To jak to? Jednak są te 2msc wakacje?#edukacja #pracbaza

