Czasami jak czytam jak niektórzy ludzie mają przekichane w robocie, cieszę się, że schowałem ambicje do kieszeni i wybrałem robotę, gdzie może nie tyle nie trzeba nic robić, bo praca nie niszczy życia. Raz już o tym pisałem i może mam pracę nieco powyżej minimalnej, ale niewysoką pensję rekompensuje brak większego stresu i obowiązków. Czy warto? Wydaje mi się, że to zależy od punktu widzenia. Ale obecna praca nie jest moją pierwszą, gdzie nie zamęczam się na śmierćPochwalę się, że mając parę lat temu do wyboru januszex vs dom pogrzebowy wolałem to drugie. Oczywiście, mało kto lubi klimaty śmierci i pogrzebów, bycia otoczonym trumnami, urnami i zniczami, ale wolałem te klimaty niż chroniczny stres. Inna praca to była po prostu cieciówa, ktorą też wybrałem zamiast kołchozu. Oczywiście nie piszę tego posta by się chwalić, bo ktoś powie, że nie ma czym. Hajs powyżej minimalnej, a jak trzeba w życiu kupić coś sobie to np. trzeba być krolem promocji i oszczędzania. Na pewno z moją pensją nie pojadę na wakacje all inclusive. Nie kupię sobie drogiego samochodu ect. Ale subiektywnie uważam, że w pewnym momencie życia uznałem, że nie warto gonić za awansem poprzez tyrkę, stres i zrobienie z siebie wyniszczonego trupa. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach sukces i awans za harówę też nie jest pewny. Postanowiłem przez życie iść powoli. Takie tam przemyślenia.#praca #pracbaza #przemyslenia

