Hej, pracuje w szpitalu i poradni szpitalnej jako informatyk (7 lat doświadczenia) lvl 34, wykształcenie średnie. Wcześniejsza praca to zagranica zbiory/magazyn/kołchoz od lvl 22 do 27.Ogólnie robię wszystko od , szeroko pojętego supportu, po serwisu drukarek, po sprawy sieciowe, zarzadzenie utm, konsola antywirusa, polityki itp, zarządzanie systemem szpitalnym, rozwiązywanie problemów typu recepta nie poszła, tworzenie kont, nawet często sprawy typowo techniczne jak sprzęt medyczny, + kamery, poza sprawami typowo serwerowymi (nie stawiam nowych środowisk, tylko raczej sprowadza się to co najwyżej do puszczeniu reboot na konsoli danego środowiska itp).Nie mam studiów, miałem podejście jakieś 3 lata temu i nie pykło, po prostu rzuciłem po 1 roku (zdalnie). Nie ogarniałem matematyki, i programowania (po nocach siedziałem a i tak nic z tego nie wychodziło) samo traktowanie przez prowadzących też było no średnie.Zarobki 4.4k netto za 160h, reszta nadgodzin bezpłatnie (podobno nie można dostać za nadgodziny na uopie) bo oficjalnie ich nie ma. Jak są to do odebrania 1 dzień wolny za 8h nadgodzin.Ogólnie jest to wypizdów totalny ( lubelskie), nie mam za bardzo oszczędności bo wydawałem każdą zarobioną kasę na lekarzy (o ironio pracując w szpitalu, leczę się prywatnie w innym województwie, dobroć znajomych lekarzy kończy się na tym jak im prywatnie naprawię laptopa/drukarkę/telefon za 30zł.. ) + wynajem, jeżdżę rowerem bo mnie na razie nie staćW tamtym tygodniu początkiem zostałem powiadomiony że nie dostanę podwyżki bo nie mam studiów i nie mogę dostać więcej jak jest zaszeregowanie, dodatków też nie dostanę bo nie ma czegoś takiego (podobno na uop nielegalne..), premii nie ma itp.Mam ochotę rzucić to w pizdu i przejść na jakiś inny zawód, jestem dobry w tym co robię, ale nie jestem wymiataczem, w warszawie byłem na jednej rozmowie na młodszego sieciowca/sysops to wypadłem bardzo słabo, próbowałem szukać pracy zdalnej na support ale zero odzewu. Niestety moje cv wygląda ubogo, praca magazyn/zbiory/kołchoz a potem 7 lat praca jako informatyk, kursów nie ma, wszystko się uczyłem sam i nie mam na nic papierów.Mój kompas moralny też mnie męczy że jestem świadkami jak np jest chujowy układ wind, i część działa "dla pracowników" na karty, i np ostatnio starszej kobiecie pomogłem wyjechać i wszystko pokazać to do mnie z mordą że czemu pacjent jest w tej windzie. Jakieś przyprowadzanie wózków które są pochowane bóg wie gdzie, pomaganie gdzie kto ma iść (bo reszta pracowników mówi że nie wie i idzie dalej). Za samo zwrócenie uwagi że to że drukarka nie działa nie znaczy że pacjent ma stać przed okienkiem bo go ktoś do systemu nie przyjmie, to teraz jestem tym złym.....Dorobiłem się siwych włosów w rok z tego całego stresu i problemów lękowych, nie śpię po nocach, do tego doszły problemy z nerkami i pamięcią. Ogólnie wydaje sporo pieniędzy na swoje zdrowie i nie widzę za bardzo wyjścia z sytuacji (czytaj: utknę tu kurwa na zawszę).Chcę zmienić pracę, ale nie potrafię/boję się. Na ten moment oszczędności 7k(ostateczna poduszka) (wydatki co miesiąc 4k, średnio zostaje 500zł.)Przepraszam że chaotycznie ale ostatnio mam problem z przekazaniem tego co chcę napisać w sposób zwięzły. Czy był ktoś w podobnej sytuacji i coś doradzi? #kiciochpyta #pracbaza #praca #niebieskiepaski

