tldr; Była dziewczyna wpędza mnie w poczucie winy za to, że zmarnowałem jej czas. Jestem osobą dość wrażliwą oraz introwertyczną, dlatego mnie to boli. Pełna wersja. Jestem lvl 32 i dopiero od niecałego pół roku osiągnąłem w życiu niemal wymarzony stan. Bardzo spokojna, powolna, stabilna praca w administracji państwowej. W pełni odremontowane i wyposażone mieszkanie własnościowe, które kupili mi rodzice sprzedając z kolei swoje dwa, które otrzymali po swoich rodzicach (inny rejon polski, trzeba było jeszcze dołożyć na kawalerkę w Warszawie w sensownej lokalizacji). Za remont generalny i wyposażenie zapłaciłem sam, co mnie kosztowało oszczędności trzyletni kredyt, który właśnie spłaciłem. No i jestem w punkcie, gdzie nie mam długów, tylko święty spokój. Po pracy wracam do domu, wychodzę na spacer do parku, poczytać, obejrzeć coś, pojechać na wycieczkę samemu lub z jedynym kolegą, którego znam od 12 lat. No taki jestem: cenię spokój i bezproblemowe życie, nie znoszę narzucać się innym, spieszyć się, pozować na kogoś kim nie jestem, czy udowadniać coś komuś.Przez prawie 9 lat miałem dziewczynę poznaną jeszcza na studiach. W zeszłym roku się rozeszliśmy. Niby w zgodzie. Ona oczekiwała szybkiego ślubu, dziecka, regularnych wyjazdów na wakacje nawet za cenę wzięcia na ten cel pożyczki (sama też jest urzędnikiem, też mało zarabia, ale w przeciwieństwie do mnie nie ma mieszkania - wcześniej razem wynajmowaliśmy, później po rozstaniu ja się wprowadziłem do swojego odremontowanego). Dla mnie to było za szybko. Mówiłem jej, że chcę załatwić sprawę mieszkania, kupić jakiś samochód, a dopiero później zacząć odkładać na ewentualny ślub czy wakacje, bo na pewno na takie głupoty pożyczki nie wezmę.Pewnego razu, gdy po raz setny zaczęła mnie o to męczyć po prostu wyszedłem mówiąc jej, żeby sobie pogadała to samo to lustra i napisała sms'a jak skończy, bo nie chce mi się słuchać i powtarzać tego samego. Jak wróciłem, ona była spakowana, szybka decyzja o rozstaniu. No i niby wszystko się zakończyło, ale wciąż mamy kontakt przez messengera, gdzie ona mi pisze, że zmarnowałem jej 9 lat życia, że ciężko teraz znaleźć odpowiedniego faceta, bo ma już swoje lata, że trudno jej się żyje w wynajmowanym z koleżanką małym mieszkaniu i tak naprawdę za jej obecny stan odpowiadam ja.Nie ukrywam, że bolą mnie te słowa, przykro mi naprawdę, szkoda mi jej, ale też cieszę się z rozstania, bo zauważyłem, że mam o wiele więcej spokoju. Nie chcę jednak, aby ona cierpiała, ani żeby miała o mnie złe zdanie. Tłumaczyłem jej parę razy, że nie widzę swojej winy, nie czuję, żebym ją skrzywdził czy był jej coś winien, ale ona jakby nie przyjmowała moich argumentów. Dodam, że w czasie związku nic jej nie obiecywałem. Jak to widzicie, z boku? Bo zaczynam głupieć i myśleć, że może faktycznie zachowałem się nie fair? Proszę o jakieś szczere komentarze.#zwiazki #vejt #logikarozowychpaskow

