Chyba zachowuje się nieświadomie jak burak ale już nie wiem co mam robić. Mam dość mocno obciążającą psychicznie prace. Jestem typowym korposzczurem. Terminy, spotkania z klientem, pretensje z każdej strony. Po 17 staram się zamknąć laptopa i mam te 5-7h na względny odpoczynek umysłowy. Nie odbieram służbowych telefonów, nie zaglądam do terminarza, nie rozmawiam o pracy. Jest to czas, gdzie mogę psychicznie odpocząć od korpo życia. Różowa jednak jak wraca z korpo to potrafi godzinę gadać o tym jak zła jest sytuacja w jej firmie - że się stresuje tym albo tamtym. No i to jeszcze rozumiem. bo każdy chce się czasem wygadać. Problem jest, że jest to codziennie od 5 lat. Potem jednak są historie z korpo. Tamta drugiej kubek zabrała. Trzecia poszła na l4 i czwarta jest zła że musi za nią robić. Piąty obraził się na szóstego bo coś obiecał a nie zrobił. No nie będę kłamać - czasem fajne i śmieszne są te historie, ale w większości są życiem codziennym i sam to przerabiam. Różowa opowiada sobie te historie ze swoją siostrą i 3 przyjaciółkami. Każda opowiada jak im minął dzień i sobie na ten temat dyskutują. Jak różowa opowiada o tym mi to po pierwszych 20 minutach mój mózg się wyłącza. No i dzisiaj była zła bo już jej powiedziałem że ja mogę słuchać tych historii, ale potem jestem zmęczony psychicznie jak i ona. Jak ma problemy w pracy to mogę jej doradzić i pomóc, ale ja chce po pracy odpocząć i nie chce słuchać plotek. Możemy porozmawiać na tematy inne niż praca (no chyba, że dzieje się jakaś krzywda i trzeba przedyskutować jakieś zwolnienie). Oczywiście foch, ona nic nie będzie mówić i tak już nie mówi 2h. To oczywiście moja perspektywa. Może z jej punktu widzenia nie poświęcam jej uwagi. Też krąży stereotyp, że jako facet mam chociaż udawać, że słucham. Związek jest idealny ale ta godzina każdego dnia żali z korpo powoli ze mnie duszę wysysa.#logikarozowychpaskow

