Unikałem konfliktu od małego i uważam, że jest to kamien węgielny mojego #przegryw i zapewne wielu osób tutaj.Nigdy się nie kłóciłem. Jak ktoś miał inne zdanie niż ja to odpuszczałem.Dziś rozumiem, że konflikt jest naturalną częścią życia i w cywilizowanym świecie dwie osoby potrafią wyrazić swoje zdanie i pokojowo pójść każdy w swoją stronę.To ze mna jest problem bo myśl o konflikcie i zwrócenie komuś uwagi powoduje u mnie dyskomfort. Ktoś np. wchodzi mi na głowę bo czuje, że może, a ja przy zwracaniu mu uwagi czuję się jak jakiś petent z prośbą.Kiedyś na studiach normik "sołtys" pozmieniał całkiem grupy laborkowe pod wygodę swoją i swoich znajomych. Ja napisałem do niego z pytanie dlaczego to odczytał i nawet nie odpisał bo wiedział, że jestem mameja i można mnie olać.Inny gość dotknięty tym problem przed wykładem przy cały roczniku go porządnie opierdolił. Po wszystkim typ go jeszcze przepraszał i prosił, żeby nie szedł na skargę do dziekanatu xDW pracy jest podobnie tylko gorzej. Ludzie to wyczuwają na węch i po sposobie poruszania są w kilka minut w stanie ocenić z kim mają do czynienia. Jak pracujesz w biurze wsród cywilizacji to jeszcze jako tako, ale jak przy taśmie to jest dramat.Skąd sie bierze ta pewność siebie?Można powiedzieć, że kluczową rolę gra tu testosteron, ale przecież masa kobiet potrafi w związkach dominować, a kobieta ma mniej testosteronu niż mężczyzna z deficytem tego hormonu.Wychowanie? Skąd się u ludzi bierze to przekonanie, że ja i moje potrzeby są najważniejsze do tego stopnia, że są w stanie komuś wejść na głowę?Jakieś inne pomysły?Jak się tego nauczyć? Nauczyć stawiać siebie na pierwszym miejscu?#blackpill#depresja

