Różowy pasek regularnie co tydzień robi mi awanturę/focha/ofensywną dyskusję. Od trzech miesięcy bierze tabsy antykoncepcyjne (musi ze względu na inne leki), chociaż wcześniej też tak było. Potrafi się przywalić o jakieś pojedyncze słowo i smażyć je mimo, że potrafię się tak odzywać codziennie i to nie wywołuje takich reakcji. Natomiast przychodzi taki piatek/sobota i mam jak w banku dym. Czasem już od rana wiem, że się odpali. Pretensje idą o dosłownie pierdoły, o rzeczy o których bym nie pomyślał. Kłócimy tak się jeden dzień, drugi się nie odzywamy, pod koniec trzeciego się godzimy, a że widujemy się tylko w tygodniu, to sielanka trwa do nastęnego weekendu. Ogólnie jak jest dobrze (jak jest przerwa od dymów) to razem spedzamy dobrze czas, rozumiemy siię, wspólnie tak samo myślimy w wieeelu kwestiach. Jest nam dobrze, a potem przychodzi moment gdzie wszystko pryska. Jest też na przykład tak, że jednego dnia nie toleruje moich rodziców, a za tydzień specjalnie chce się z nimi integrować. Dodam, że kiedyś taka nie była, taka karuzela trwa naprawdę od niedawna. Może to wynikać z takiego mojego nie doceniania jej? #zwiazki #logikarozowychpaskow

