Moja baba jest kochana, naprawdę. Ma jednak jedną, jedyną wadę.... Jest strasznym jęczkiem. Przypałętało się do nas jakieś przeziębienie, wiadomo - ja lekki katar, jeden dzień słabego samopoczucia. Córka bardzo podobnie. Baba? Jęczy. Nie ma nawet podgorączkowego i marudzi jaka to ona zmęczona, jak nie ma siły, olaboga. Piszę to o 19:00. Poszła usypiać córkę i daję łeb sobie uciąć, że odleci z nią zanim ja wrócę do wyra, a nie leżę, tylko sprzątam to, na co ona nie miała siły. Ja kumam, że jest się przeziębionym, że leci z nosa jak z kranu, że to niewygodne i męczące po prostu bierze się tabsę, psika do nosa i zapierdziela. Ograniczam to, czego nie muszę i elo. Spuszczanie się nad własnym samopoczuciem tylko bardziej ogranicza. Ha tfu feministki, co się śmieją, że facet 37,5 i umiera. Miałem 38,5 to serwisowałem auto i nie dlatego, że jestem przodownikiem pracy, bo L4 zawsze biorę, gdy już jest ostro ale po prostu tego tak nie odczuwałem. Cecha osobnicza - ok. Ale nawet jeśli komuś gorzej, to na cholere tak lamentować? Lepiej dać na luz ale jak już robić minimum, to z uśmiechem. #rozowepaski #logikarozowychpaskow.

