Sytuacja wygląda tak, ze spłacamy z partnerem kredyt na dom od 5 lat. Własność jest po połowie, oboje wnieśliśmy tyle samo we wkład własny, remont itd. Nie mamy ślubu, partner jest z tych co mówili zawsze "po co jak nam dobrze?". Ja mam inne zdanie, ale pogodziłam się, że jest jak jest. Partner ma okropną matkę, jego ojciec nie żyje. Nie chcę epopei pisać na jej temat, po prostu typowa teściowa z kawałów, a do tego alkoholiczka. Nie lubi mnie. Moi rodzice strasznie cisną, żebyśmy poszli do notariusza i spisali testament tak, żebym na wypadek jego śmierci dziedziczyła jego połowę mieszkania (i odwrotnie on moją). Boją się, że nie jestem bezpieczna, bo gdyby coś się nie daj Boże stało, to połowa domu należałaby do teściowej, a spłacać musiałabym nadal tylko ja. Teściowa na pewno by mi grzecznie nie oddała "swojej" połowy. Czy zaczęcie tak trudnego tematu z partnerem ma sens? Nie chcę, żeby to źle odebrał. Nie myślę o śmierci, jesteśmy przed 30, ale z drugiej strony ta perspektywa, którą mnie rodzice dręczą, a szczególnie ojciec, jest przerażająca. #prawo #zwiazki

