zorganizowany-filozof-48 pisze:
Historia bardzo podobna do mojej sprzed lat. Szybki pomysł na poważny związek, szybkie wspólne mieszkanie i życzeniowe myślenie, że różnice charakterów są do załatwienia przez dialog. Być może i tak, ale tylko przy chęci z obu stron. Tymczasem szybko okazało się, że każda bzdura urasta z jej strony do rangi końca świata, każde zachowanie niezgodne z jej kanonem w najbardziej błahych sprawach jest pretekstem do pouczania mnie, dobitnego wyrażania rozczarowania czy robienia wyrzutów. Bagatelizowanie jakichkolwiek moich starań a wyolbrzymianie zwykłych nieporozumień i błędów. Tendencja do rządzenia się? Check. Po latach wiem, jak bardzo niedojrzały byłem, że w ogóle wpakowałem się w taki związek i jakie miałem szczęście, że nie potrwał długo i nie powołaliśmy nowego Bogu ducha winnego życia, przy naszej lekkomyślności w tym temacie. Zobacz, jak wygląda kiedy taką historię pisze ktoś inny niż Ty i przemyśl, czy jest co naprawiać i czy to faktycznie Ty powinieneś brać to na siebie. Jak na samym wstępie jest syf, nie łudź się że na takim fundamencie zbudujecie cokolwiek dobrego dla siebie.