Zabagniłem ostatnie półtorej roku..Dałem sobie wejść różowej na głowę parę miesięcy po oświadczynach. Do zaręczyn było wszystko super, sielanka. Potem się zaczęło, cotygodniowe pretensje, kłótnie awantury. Jestem z natury spokojnym człowiekiem, cenię sobie takie przyjazne relacje z każdym. Czasem potrafię przemilczeć niektóre rzeczy o ile to błahostka, żeby nie robić awantur i wprowadzać zbyt dużo toksyny do związku ze względu na głupoty.Niestety moja różowa zaczęła robić mi jazdy. Teraz z perspektywy czasu widzę, że byłem powolutku gotowaną żaba, aż do momentu takiego jak dziś gdzie jest w stanie mi powiedzieć że mam za stary samochód (choć kupiony za swoje), że ubieram się jak dziad (choć czyste, bez dziur, ale niestety tylko z sieciowki), że jestem niemęski, że chciałaby żebym miał swoje zdanie, a nie tylko nie wiem. Choć nie wiem rzucam jedynie w kwestii drobnostek, bo priorytety życiowe mam jasno skonkretyzowane. Czysto teoretycznie są to rzeczy mówione w apogeum awantury i kobiety nie zawsze mówią w kłótniach to co myślą, a jedynie dokładają chrust do pieca emocji.W dodatku ma suflera, mamusie która jest ma mnie na anty. Jest jej w stanie nagadać tak, że ona robi mi potem awantury.Z jednej strony czuję się z tym źle i szala goryczy się przelewa i jest tu ogrom winy.Z drugiej strony chcę dać sobie pół roku, bo wcześniej naprawdę byliśmy szczęśliwi. Chcę spróbować zmienić zasady gry, tylko kompletnie nie wiem czy teraz swoją stanowczością i konsekwencją jestem w stanie wystudzić żabę i wrócić do poziomu szacunku jaki miała wobec mnie kiedyś..Pół roku to niedużo, a przynajmniej zahartuje swój charakter żeby nie dać se ugotować drugi raz.#zwiazki #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow

