#psychologiaKoledzy, potrzebuję Waszej porady, bo znalazłem się w sytuacji w której kompletnie nie wiem co robić.Mieszkam w małej wsi, gdzie każdy każdego zna, sytuacja, którą opiszę dzieje się w sąsiedniej. Lata już temu złapałem kontakt z niepełnosprawnym intelektualnie chlopakiem - stopień upośledzenia raczej lekki, niepełnosprawność najbardziej przejawia się w zachowaniu i mowie - zatrzymal się jakby w wieku dzieciecym, ale mimo to myśli logicznie, potrafi wyciągać jakieś właściwe wnioski, zauważać to co zauważają dorośli, sama znajomość wygladała tak że od czasu do czasu mieliśmy jakiś kontakt - to pogadaliśmy przy sklepie, to w kościele, czy tam innych rożnych miejscach gdzie ludzie się spotykają. Nigdy jakoś nie próbowałem go spławiać czy coś, bo zwyczajnie mi chłopaka było szkoda - jest uzależniony od opieki rodziców, w zasadzie pozbawiony szans na normalne życie, nie chciałem mu robić jakiejś przykrości spławiając go, wiec zawsze gdy chciał pogadać poświecałem mu czas, założył messenger ostatnio i też gdy się odzywal starałem się jakoś podnieść na duchu, dobre słowo powiedzieć, żeby nie czul się jakoś źle. Chłopak dzięki temu nabrał zaufania i zacząl mi się zwierzać, i to co zaczął mi opowiadać zaczeło mnie niepokoić. Okazało się że jego rodzina (z pozoru porządni, bogobojni ludzie) znecają się nad nim psychicznie, z racji że prowadzą gospodarstwo jest wykorzystywany do pracy, i traktowany jak praobek bez żadnyh praw, z opowieści to wygląda że rodzice się na nim mszczą po prostu że się urodził jaki się urodził. Początkowo radziłem mu żebynie przejmował sie tym, żeby porozmawiał z braćmi (ma 2) żeby wzieli go pod obronę - niestety z rozmów wynika że wszyscy są przeciw niemu, on nie chce mieszkać w tym domu, ale nie chce już go uświadamiać że w zasadzie jest skazany na tych ludzi bo w jakimś DPS-ie miałby prawdopodobnie jeszcze gorzej. Ogólnie temat zawsze jakoś się kończył na tym że żalił mi sie, ja napisałem mu żeby się nie przejmował, i jakoś zapminałem o temacie - bo realnie nie potrafię mu pomóc, tak naprawdę nie wiem jak jest - choć wszystko to co mowi brzmi wiarygodnie to mimo wszystko nie wiem jak jest naprawdę - opieka nad niepelnosprawnym to ogromne wyzwanie i może rodzicom i rodzeństwu zdarza się że dają jakiś upust emocjom, dlatego na rekę było mi żeby sprawa miała status quo. No ale dzisiaj zostałem postawiony w ciężkiej sytuacji - otóż chłopak odezwał sie do mnie że się powiesi bo już nie wytrzymuje, wystraszyłem się na poważnie, spotkałem się z nim i rozmawiałem, chłopak jest roztrzęsiony, mówi że rodzice zabrali mu klucze do pokoju i każa mieszkać w piwnicy, chciałem z nimi porozmawiać ale prosił by tego nie robić bo nie będzie miał życia w domu, długo oponował, później gdy powiedziałem że zgłoszę to jakimś służbom powiedział że z tym samobójstwem nie mówił poważnie, ale cholernie się martwie że naprawdę coś sobie zrobi. Na ten moment chcę porozmawiać z jego najstarszym bratem, zeby mieli na niego oku, z drugiej strony też żałuje że doproawdziłem do sytuacji w której obarczono mnie wiedzą o tak cieżkich problemach - wiem że to cholernie egoistyczne, ale czuje się źle wiedząc że nie mogę temu chlopakowi jakoś realnie pomóc w życiu, i na domiar wszystkiego oszukuję go że wszystko będzie dobrze, kiedy NA PEWNO nie będzie dobrze, bo jest skazany do końca życia na opiekę ludzi którzy uczynili sobie z niego kukiełke do wyładowywania złych emocji. Drodzy Wykopowicze, czy jesteście w stanie doradzić co można zrobić w takiej sytuacji?

