Często od przegrywów na Wykopie słyszę, że dorosłość jest dużo lepsza niż gehenna, którą przeżyli w szkole.I tak zacząłem się zastanawiać - Czy ja jestem jedynym przegrywem, który po wejściu w dorosłość, "wziął się za siebie" ale szybko doj&bały go problemy zdrowotne, rodzinne i niesprzyjające okoliczności?Serio, nie ryj, nie geny, nie otoczenie, nie rówieśnicy. Dorosłość mi zdefiniowała prawdziwy przegryw. Dopiero teraz czuję, jakby życie naprawdę zaczęło być złośliwe i cyniczne.Jeszcze dwa lata temu chodziłem na siłkę, dbałem o siebie, zaczynałem dobrze czuć się z samym sobą, planowałem jak sobie "odbije" przesrane lata szkolne.A teraz mam 26 i takie przeczucie, że dobrze to już było. Że w życiu ucieszy mnie już tylko niski hedonizm i nostalgia.Kiedyś potrafiłem się budzić z takim nieopisanym uczuciem, że świat to trochę więcej. Nie wiem, wstajesz rano w sobotę, niebo niebieskie, ptaszki ćwierkają, aż trochę magicznie się czujesz. Takie wręcz słabsze uczucie motyli w brzuchu. Że coś dobrego może się wydarzyć.Ostatnio obudziłem się przerażony. Tak po prostu. Nie miałem koszmaru. Wstałem rano i po prostu się bałem. #przegryw #wyznanie #zalesie

