Czy tylko dla mnie życie romantyczne było na tyle ważne, że nie poszłam na studia i chciałam się jak najszybciej wyprowadzić?Jak mieszkałam z rodzicami bardzo mnie denerwowała masa kontroli i brak wolności. Rodzice zawsze podchodzili jakby seksu nie było lub emanowali podejściem "może istnieje, ale jesteś za młoda i będziemy robić wszystko abyś go nie miała".W wieku 14 lat zeszłam się z moim pierwszym chłopakiem. Rodzice tak się zachowywali nawet jak miałam 18-19 lat, mimo że to nie był jakiś pierwszy lepszy gość.Pamiętam, że krzywdziło mnie to bardzo, bo nie tyle chciałam uprawiać seks co po prostu mieć jakąś czułość. Zawsze było dla mnie piękne spędzić noc przy chłopaku wtulona oglądając jakieś filmy czy nawet po prostu rozmawiając. Po prostu czułość i prywatność, tym bardziej że wtedy na sam seks było dla mnie za wcześnie.Jak analizuję przeszłość dziwne wydaje mi się to, że krzywdziło mnie w którymś momencie założenie mamy, że seks uprawiam, mimo, że robiła jawnie wszystko abym nie miała na to sposobności. Nie uprawiałam go wtedy i czułam się jakby mama zarzucała, że robię coś co jest bardzo złego. Nawet jak teraz patrzę na to widzę w tym masę sprzeczności - był to chłopak którego kochałam i nie byłoby w tym nic złego jakbym chciała.Teraz jak wracam myślami do tamtego okresu, to chyba to przeważyło dlaczego chciałam jak najszybciej stać się typowo dorosła i wyprowadzić się.Chociaż tamten związek się rozpadł chwilę po mojej 20stce to dość szybko zaczęłam sobie życie układać z kimś innym.Ten ktoś inny to mój obecny mąż, teraz seks oczywiście jest ważnym fragmentem mojego życia, ale mimo wielu lat razem najbardziej cieszy mnie częsta możliwość tej czułości - trzymanie za ręce przytulanie, wspólne jedzenie śniadań czy właśnie to chodzenie spać.Zastanawiam się czy tylko ja przez bycie "przypepką" ułożyłam całkowicie inaczej? Może po prostu nie potrafię odroczyć przyjemności…#pytanie #milosc #seks #doroslosc #uczucie

