Dzięki za wszystkie odpowiedzi, postaram się odpowiedzieć na rzeczy, które napisaliście, bez oznaczeń, by nie robić zbędnego spamu i dyskusji na 200 wpisów, ale po kolei, co kto pisał.Ja rozumiem, że wiele rzeczy w związku trzeba ustalać, no jasne, rozumiem gorsze nastroje, choroby, że mieszkanie razem to " co innego" niż widywanie się raz na dwa tygodnie, ale u mnie( tak mi się przynajmniej wydaje), brakuje takich podstaw, które no są w każdym normalnym związku. Nie da się wiecznie wychodzić z propozycjami, nie da się wiecznie robić wszystkiego sam, planowanie czasu? Tak, ale jeśli jeden weekend jest dla jej rodziny, drugi dla koleżanek, trzeci dla siostry, to chyba normalna osoba widzi, że nie poświęca dużo czasu na związek ( tak jak wspominałem, w tygodniu pracujemy, no jasne, niby ani ja, ani ona nie pracujemy po nocach, ale niech będzie, że zmęczenie jestem w stanie zrozumieć) i czwarty weekend już spędza z partnerem, a a nie znowu wymyśla koleżanki/ swoje hobby.Przegadanie za dużo nie daje, bo nie raz były mniejsze czy większe kłótnie, a no po prostu ona nie za bardzo rozumie " gdzie jest problem".Co do tego jak było wcześniej, tzn przed zamieszaniem, hmm, głównie to ja przyjeżdżałem do niej ( no dzieliła nas odległość dość solidna), no głównie co drugi weekend i no choćby co do czystości mieszkania nie miałem zastrzeżeń, nie było może idealnie, ale schludnie. Sprzątanie? No bardziej było tak, że jeśli mogłem zostać dłużej niż weekend, bo nie byłem potrzebny stacjonarnie w pracy, to zostawałem na ten poniedziałek i w miarę ogarnialem, a jak ona przyjeżdżała do mnie, to w sumie nawet nie pomyślałem, aby oczekiwać, by coś sprzątała. Z jedzeniem w sumie zależy, jak była u mnie to nie robiła sobie ani mi, jak ja byłem to często ona robiła ( ale to proste rzeczy, też żeby nie jakoś gloryfikować). Wyjazdy wspólne? Oceniam pozytywnie, tak mogę to określić, no nie byłem ani " bankomatem", ani jakichś kłótni też brak.Co do organizacji wspólnego dnia, to tak jak pisałem, jest to ciężkie, bo to wchodzi w grę tylko weekend, który jest dla każdego oprócz mnie.Jeśli chodzi o jakieś ultimatum, mówienie, żeby więcej robiła itp itd, problem polega głównie na tym, jak ktoś w sumie napisał, po 1 to "dziecko", po 2 ona nie uważa, że robi coś złego. Jakby, ona po prostu uważa, że przykładowo sprzątnięcie swoich kosmetyków, ułożenie ubrań ( swoich)to już potężne obowiązki, a kto by się zajmował 15 kubkami czy talerzami, że na podłodze jakieś resztki warzyw leżą, ona nie rozumie tego, a właśnie za " sprzątania" jeśli już to się bierze w weekend, gdy akurat nigdzie nie chodzi.Powód tego to jest stale ten sam- zmęczenie. I ja osobiście mógłbym w to nawet uwierzyć, gdyby nie kilka " ale". Przy koleżankach nie ma zmęczenia, może siedzieć po nocach, w domu rodzinnym sprząta jak tylko pojedzie." Jesteśmy razem z jakiegoś powodu"... prawdę mówiąc, to głównie temu, że kiedyś była totalnie inna, i ja nie mam na myśli nie wiem seqzow jak tylko przyjeżdżałem czy poświęcania mi całych dni, po prostu w mojej opinii stała się totalnie innym człowiekiem Co do innych przyzwyczajeń na coś, no tutaj powiem Wam, że serio byście nie chcieli wbić do mieszkania jak ja np jadę do rodzinnego domu, albo jestem tak zajęty, że nie wchodzę nawet do kuchni. Wiecie jest różnica między kurzem na szafce, jakimś okruchem na łóżku a nie wiem stertą śmieci za łóżkiem, dziesiątką kubków, leżącymi kartkami na podłodze razem z kredkami czy resztkami jedzenia wszędzie, na blacie, podłodze, na kuchni.