#związki #budowa #rozowepaski #p0lkaOdechciewa mi się wszystkiego. Jestem z różową 5 lat. Właśnie po 2.5 roku od rozpoczęcia budowy kończę wykończenie domu 180m2 pod default city. Wszystko za gotówkę, zero kredytów. O ile przez pierwsze 2 lata budowy różowa się angażowała i wspierała, nawet coś tam finansowo dorzucała, o tyle od pół roku jest zlewka. Nie mieszkamy na czas budowy razem. Musiałem sprzedać mieszkanie w Warszawie, za to udało się kupić działkę i zrobić surowy zamknięty. Zamieszkałem sobie w domku letniskowym całorocznym (posiadam takowy), a różowa częściowo pomieszkiwała ze mną, częściowo u matki. I o ile na początku tego pomieszkawania razem było 80/100 to teraz jest 5/100 bo ona zmęczona pracą, ciągle zajęta i nie będzie przyjeżdżać. Wykończenie chałupy mnie wykańcza i psychicznie i fizycznie i finansowo. Byle bzdura to tysiące plnów, ciągłe użeranie się z fachowcami i wieczne poprawki po neurochirurgach kielni. Do tego non stop odmawianie sobie wszystkiego i życie od 1 do 1. Oczekuję od różowej wsparcia w tym najciężym okresie, szczególnie że to już finisz i zaraz ten cały pierdolnik się skończy. A tu gufno, a nie wsparcie. Żadnych dram, awantur, po prostu obojętność i brak zainteresowania. Jednocześnie cały czas twierdzi, że wszystko ok, kocha i ach i och. Tylko jej zachowanie tego jakoś nie potwierdza. Ogólnie to mam już dość, chęci do życia mi błyskawicznie spadają. Po całym dniu jebania w pracy i na budowie nawet nie da się porozmawiać, bo "mama już śpi" i ona nie może rozmawiać. Trochę ten dom budowałem pod siebie, ale głównie pod nas. A tu wychodzi na to że będzie z tego jeden uj. Ja lvl 43 różowa lvl 35, dzieci brak. Seksy jak się widzimy są.

