Jestem z partnerką od 2 lat razem, na początku brała tabsy antykoncepcyjne ale z czasem przestała bo uznała, że jej szkodzą - nie zmieniła ginekologa i odstawiła z dnia na dzień. Potem próbowaliśmy w gumie - oboje jednak uznaliśmy, że w gumie to żadna przyjemność (ja pokryjomu musiałem się wspomagać tadalafilem bo w gumie opada i cała radość leci). Potem przeszliśmy na stosunek przerywany, tak jest od około roku jednak z dnia na dzień przestało mi się to podobać - niemożność dojścia w środku i ciągła kontrola czasu wyjęcia całkowicie zabija przyjemność i zaczęło to u mnie generować tylko stres. Efekt jest taki że sex jest raz na 3-4 tygodnie, bylejaki byleby wyjąć i się spuścić na brzuch (no bo na twarz to obraza majestatu). Anal nie wchodzi w grę bo "jak to tak". Lodzik w sumie też już odpada bo naprawia zęby u dentysty i nosi aparat plus jakies stabilizatory więc tylko mi wszystko nim podrażnia. Powiedziałem, że sex mnie zaczął stresować i delikatne frustrować z w/w powodów - ona sama pytała co się dzieje. Jednak po tym jak powiedziałem prawdę to na mnie naskoczyła że to przecież nie jej wina że tak reaguje na tabletki, że w gumie to ona też nie chce bo zero przyjemności a doopsko jest od srania a nie od sexu. No i tak w sumie temat został rzucony w kąt, trochę obrażania się i niezbyt wiem co mam z tym zrobić. To mój trzeci związek, w poprzednich tabsy były zawsze i spuszczanie się bez ograniczeń a tutaj jest jak jest. Ktoś przerabiał coś podobnego? Dziś pozostaje masturbacja przy porno które spełnia fantazje (np anal) ale trochę szkoda bo brzydka nie jest no ale na siłę to już mi się nie chce. #sex #seks #zwiazki #rozowepaski

