W każdej mojej relacji z dziewczynami z którymi kręcę na pewnym etapie wymyślam historię o tym że czeka mnie niespodziewany wydatek. Nie wymagam oczywiście od nich pomocy, ale trochę dramatyzuje że będę musiał zacisnąć pasa i trochę mi to skomplikuje życie. Zazwyczaj estymuje ten wydatek do dwóch tysięcy żeby nie była to duża kwota ale też taka która mogłaby komuś utrudnić przeżycie miesiąca.Dlaczego to robie? Wszystkie dziewczyny na jakie trafiłem to materialistki które nie mają nic swojego. Często to utrzymanki ojców albo pszczółki latające z kwiatka na kwiatek. Ja dorabiałem się tego co mam ciężkim zapierdalaniem i nie wyobrażam sobie straty majątku po ślubie albo bycia sponsorem na zawołanie. Do tego dochodzi też to czy dziewczyna lubi mój charakter i wygląd czy tylko to co mam i prestiż który mogę jej dać. Może to toksyczny test ale nie zamierzam go zaprzestać. Zbliżam się do 30 i w ostatnich latach miałem kilkanaście dziewczyn które czymś mnie urzekły. Żadna z nich po usłyszeniu o moim wydatku nie chciała kontynuować znajomości. Kończyły się one zazwyczaj w przeciągu kilkunastu dni i zawsze z mojej winy bo zrobiłem/powiedziałem coś źle, zdradziłem lub po prostu przestały odpisywać albo blokowały. Nie jestem żadnym pigułkowcem. Mam szacunek do siebie i ciężkiej pracy która wykonuje żeby żyć i móc dzielić życie z kim kto pokocha mnie za to kim jestem #zalesie #zwiazki #przegryw

