Nie wiem co myśleć o moich rodzicach. Patrząc na otoczenie wszyscy wokół od swoich mają wsparcie - w ten czy inny sposób i wychodzi to w sposób naturalny.Ja w sumie praktycznie nic od nich nie dostałem większego, z perspektywy czasu nic mi w życiu też dobrze nie doradzili. Matka jest jakaś oderwana od współczesnej rzeczywistości - myślała, że skończenie studiów (nie IT czy medycyna) = zaraz mnie będzie stać na dom, samochód, rodzinę. Sam mam sobie na wszystko zarobić (co jest utrudnione przy wynajmie w Krakowie, bo dom na zadupiu). Nie są jacyś biedny - ludzie na podobnym poziomie przy odpowiednim gospodarowaniu pieniędzy jakoś są w stanie pomagać swoim dzieciom. Tutaj nigdy chyba nie było jakichś planów w tym kierunku. Nie mówię nawet o zakupie mieszkania, ale oczekiwałbym dążenia do jak największej pomocy w tym w miarę możliwości. Czasami słyszę, że ,,nie jesteśmy bogaci'', "mi nikt niczego nie dał (nieprawda)", "my w tym wieku budowaliśmy dom", "teraz ludzie kupują mieszkania koło 40". Mam wrażenie, że dla niej najważniejsze jest tylko pokazanie się przed innymi (bardzo duży dom, nowy samochód, zagraniczne wycieczki). A najgorsze w tym wszystkim jest to, że w swoim przeświadczeniu pewnie nie ma sobie nic do zarzucenia.Często się słyszy taki zwrot w kontekście rodzice-dzieci ,,chcemy żebyś miał w życiu lepiej od nas". No to ja raczej nie będę miał.Z czego to wynika, że jedni bardzo pomagają swoim dzieciom, a inni mają na to kompletnie wywalone? Przecież wcale nie musieli się na nie decydować. #rodzice #zalesie #depresja

