Zarabiam 13,5k brutto + bonus 15-20% rocznych zarobków, żona 14k brutto. Mamy uzbierane 250k wkładu własnego. Idąc z zasadą Państwa Iwuciów i innych konserwatywnych doradców finansowych nie stać nas na kupno domku 110-130m2, w totalnie standardowym wykończeniu, w promieniu 30km od Krakowa. Powiedzie mi proszę jak to jest możliwe? Ja wiem, po Covidzie to nie są takie kokosy jak przed, ale dużo nas kosztowało by być tu gdzie jesteśmy i liczyliśmy że skromne życie i praca dadzą nam poczucie wolności. Ja mogę chwycić się każdej roboty, ale realnie gdzie zarabia się na etacie więcej w wieku 30-35 lat? Chyba nawet w IT Eldorado się skończyło. I jeszcze ten drugi próg. Przez pół roku rata za 110m2 dom 30km od miasta zabierałaby nam jedną całą pensję- i stajesz się niewolnikiem bo wiesz że nie możesz się zwolnić za żadne skarby, a odłożyć coś na czarną godzinę będzie trudno. Chora i nienaturalna sytuacja. I to nie jest jakieś wyśrubowane marzenie czy tam zachcianka- normlany domek, z garażem na jedno auto i normalnym wykończeniem, pewnie w dużej części własnymi rękami. Próbuje zracjonalizować stan naszej gospodarki, ceny produktów, życia i nieruchomości i poważnie- nie jestem w stanie wyjaśnić co się odpierdala. To nie ma sensu. Nie to, że uważam się za jakiegoś Hioba, wiem że większość z Was będzie pewnie w zbliżonej sytuacji. Zarzucam dyskusję, jakie mechanizmy działają że jest jak jest? #nieruchomosci #zalesie

