Uważam, że dzisiaj branie ślubu z perspektywy faceta w wielu przypadkach nie ma sensu. Różowa zaczyna mnie cisnąć o ślub, ja jestem przed 40 i już po 2 związkach - w żadnym nie było ślubu i mi było dobrze. Oba zakończyłem ja - w jednym partnerka wylądowała w ZK a w drugim wpływ koleżanek i SM spowodował znaczące rozminięcie się poglądów. Ja na ślub się zgodzić nie chcę bo kiedyś sprawa była jasna - kobieta nie była męska, dbała o dom i zdanie męża się liczyło. Dzisiaj nasłuchały się mądrości o byciu wolną i niezależną, robieniu kariery i innych motywacyjnych pierdach i przy pierwszej lepszej kłótni ucieknie jak szczur na noc do koleżanki. Weź z taką ślub i niech robi cyrki - to po co go brać skoro bez ślubu jest to samo. Ślub nie daje żadnej gwarancji facetowi że jego wybranka będzie stabilna emocjonalnie, będzie się liczyć z jego zdaniem i nie będzie wyskakiwać z jakąś "wolnością". Jakoś patrząc na małżeństwa na osiedlu to w większości przypadków gdyby nie zaradni mężowie to kobieta by zapieprzała do pracy z buta zamiast współczesnym samochodem a w mieszkaniu dalej byłby PRL a nie drogie, designerskie inspiracje rodem z Pinteresta. Na palcach jednej ręki idzie policzyć zaradne kobiety które wyskoczyły ponad poziom minimalnej krajowej.#zwiazki #tinder #malzenstwo #slub

