Co jest waszym zdaniem większym upokorzeniem/oznaką porażki życiowej? Mieszkanie w wieku 25+ lat z rodzicami, czy wynajmowanie pokoju z obcymi ludźmi? Zaznaczam, że chodzi mi o wiek, kiedy jest się już dorosłym, po studiach etc. Jedno i drugie jest dla mnie zrozumiałe w młodości, zwłaszcza, gdy ktoś pochodzi z biednej rodziny i np. studiuje w obcym mieście, chociaż i tak nie wyobrażam sobie mieszkania z obcą osobą. Moim zdaniem to w sumie zależy od płci, dla dziewczyny gorsze jest życie "na pokoju", bo to utrata godności i jednocześnie wywalanie pieniędzy w pogoni za życiem w wielkim mieście, a dla faceta gorsze jest mieszkanie z rodzicami, bo to postawienie się w pozycji wiecznego dziecka, a nie mężczyzny. Piszę to jako różowa, więc ciekawi mnie Wasza perspektywa. Sama mam koleżankę, która zarabia całkiem nieźle (więcej ode mnie), ale wynajmuje mieszkanie z obcą dziewczyną, bo woli wydawać na podróże. Dla mnie to głupie. Wiem też, że to nie fair, ale nie potrafiłabym potraktować poważnie faceta, któremu w wieku 30 lat mamusia robi pranie. #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #nieruchomosci

