#kiciochpyta #rodzicielstwo #pytaniedoeksperta #zwiazki #demografiaHej, mam pytanie do Wykopkow-Rodziców (i w sumie Mirasów Child-free też).Mam fajną Rożową, bdb pracę (zmieniłem na farcie w 2025, z koszmaru i mobbingu za 12500brutto na super-jak narazie, robo za prawie 18000brutto). Jest ok. Różowa też sobie radzi (ma +- 7k netto i jest oszczędna). Zaczynamy planować ślub, i no właśnie - założenie rodziny.Pytanie: czy to normalne tak bardzo bać się założenia rodziny?Obowiązków, presji, utraty wolności, nieprzespanych nocy?Nie chodzi tylko o komfort, ale o to jak bardzo boję się odpowiedzialnosci za dziecko. Wiemy jak jest w IT. Jak wykosi mnie AI to będąc sam (w związku ale jednak jeszcze przed zał rodziny) najwyżej obniżę oczekiwania, wyjadę, przebranżowię się (np znam 3 j obce jak sporo ludzi tutaj). Ale póki jestem w związku (w narzeczeństwie) to mam ten luz że coś mogę ale nie muszę.A z dzieckiem przecież nie ma "mogę". MUSZĘ mu pomóc, muszę mu zapewnić przyszłość, muszę utrzymać za wszelką cenę pracę i wysoki dochód, muszę sobie poradzić, bo nie chodzi już więcej tylko o mnie,muszę być rodzicem idealnym-vide standardy w 2025.A przecież robo którą mam to jakimś wuj wie jakim fartem zdobyłem, i jak długo ją utrzymam... nadpłacam hipoteczny na maksa ( w tym tempie w 7lat jest z głowy), ale Różowa już mi mówi, że tych 48m2 (+10m2 balkon) to za mało na rodzinę 2+1 i że ona chce min 70m2. Więc presja jest duża.Sam wywodzę się z biedy, znam niedostatek, windykacje, komorników, odcinanie prądu na trochę, niepewność jutra. Nie chcę ani w 1% zapewnić takich atrakcji dziecku.Nie wiem w sumie o co pytam. Dajcie znać czy też tak macie/mieliście i czy to jest ok...Dzięki każdemu kto przeczytał całe. Pzdr.

