Dawno temu poznałem dziewczynę z którą na pierwszej randce rozmawiało mi się tak jakbym znał ją od zawsze. Nie musiałem się zastanawiać co powiedzieć, nie było żadnej niezręcznej ciszy. Nadawaliśmy na tych samych falach, mieliśmy ten sam rytm rozmowy, rozmowa sama płynęła. Czułem się przy niej tak swobodnie. Jak poszliśmy do mnie, to ona musiała skorzystać z mojego kompa i jak to robiła to ja położyłem się do łóżka jak do spania. Ją to zdenerwowało, bo było niegrzeczne, ale jak po prostu czułem się jakbym był kogoś kogo znam całe życie. Na tej randce dowiedziałem się, że za kilka miesięcy wyjedzie na 9 miechów za granicę. Stwierdziła, że no nie ma sensu zapraszać na drugą randkę, bardzo fajna dziewczyna no ale nie. Ale rozmowa z nią była jak narkotyk, a ja byłem uzależniony już po pierwszej dawce i się nie powstrzymałem. Związek się rozpadł oczywiście przez wyjazd. A ja przez kilkanaście lat spotkałem może ze dwie dziewczyny z którymi tak się gadało, ale też nie do końca. Z jedną to też miałem tak, że w ogóle nie musiałem myśleć o czym z nią gadać, a z drugą mieliśmy dosyć podobne charaktery i styl bycia i nawet znajomi to zauważali, ale jakoś nie było między nami jakiejś chemii. Miał ktoś tak podobnie?#zwiazki #psychologia

