Hej Mirki, potrzebuję wiedzieć co myślicie o sytuacji, która ostatnio mnie spotkała. Nie jestem pewien czy słusznie postąpiłem oraz czy mam w ogóle dobre podejście do takich spraw. Wybrałem się na dłuższy spacer po centrum miasta. Wiadoma sprawa - po czasie zachciało mi się siku. Trzymałem, aż w pewnym miejscu przechodziłem obok filii Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wszedłem, przywitałem się z Panią bibliotekarką, skorzystałem, wychodzę z ubikacji i od razu się zaczęło:(B)aba: przepraszam, bo ja czegoś nie rozumiem, czy to jest miejska szaleta? (xD)(J)a: słucham?B: Wchodzi pan, załatwia się pan i wychodziJ: A to nie jest publiczna biblioteka?B: Nie, najbliższa jest na ulicy xxxJ: A to nie jest filia MBP?B: JestJ: Czyli jest publiczna, finansowana z podatków. Ja płacę na to podatkiB: No tak, ale ja muszę po ludziach sprzątaćJ: Pani po mnie nie musi, umiem się zachować, zwłaszcza, że to także jest z moim podatków. Proszę sobie sprawdzić. Rozumiem, że pani się naprawdę nudzi w tej pracy, ale radziłbym nie przesadzać.I wyszedłem. Zagotowałem się, bo klasycznie dopiero jak wyszedłem to masa myśli jak mógłbym to lepiej rozegrać. Naprawdę miałem prosić o możliwość skorzystania z ubikacji? Bardziej byłem wkurzony, że nie wygarnąłem jej, że taka ładna filia (widać, że dopiero co wyremontowana) jest finansowana z moich podatków, a tak w ogóle to jej pensja także jest z moich podatków i o ile nie jest wdzięczna dla ludzi pracujących za to, że ma gdzie siedzieć to mogłaby chociaż się nie odzywać.Co myślicie?#logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #przegryw

