Takie #przemysleniazdupy mnie naszły dzisiaj: jaki jest sens robić sobie prezenty na urodziny, święta itd. będąc w związku małżeńskim? Przecież jak się nie ma podpisanej intercyzy to ta kasa i tak jest wspólna, więc to tak samo jakby samemu sobie coś kupować. W dawaniu prezentów chodzi przecież o to, że osoba która obdarowuje poświęca coś swojego (pieniądze), pokazując w ten sposób, że jej na kimś zależy. A w takim wypadku osoba obdarowująca nic nie poświeca bo wszystko jest wspólne. A jak jeszcze np. dużo mniej zarabia to w ogóle tak jakby brała kasę od tej drugiej osoby, żeby jej kupić prezent. Bez sensu.

