Żyję z dziewczyną w "równościowym" związku. Miało to oznaczać, że dzielimy się obowiązkami po połowie, ale im dłużej tak żyjemy tym bardziej widzę, że ja robię dużo więcej, bo typowo męskie obowiązki nadal są wykonywane przeze mnie, a kobiece są wykonywane przez nas obu.Czyli jeśli chodzi o robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie to się wymieniamy, a jeśli chodzi o np. składanie mebli, remonty, naprawianie rzeczy w domu, dbanie o samochód, organizowanie walentynek, rocznic, wakacji itd. to w 100% tę pracę wykonuję ja. Ja rozumiem że nie codziennie się składa meble, nie codziennie jest remont, do mechanika też nie trzeba codziennie, ale to też jest jakaś praca i czuję się bardzo pokrzywdzony, że tylko ja muszę ją wykonywać. Ostatnio się wkurzyłem i powiedziałem dziewczynie, że pierdolę i niech sobie sama składa szafę, szczególnie że ona sobie ją zamówiła i mamy równość. I były ciche dni.. Gdy jeździmy na wakacje samochodem to też ja muszę prowadzić, bo ona się czuje niepewnie. No kurwa zajebiście, czyli wszystkie męskie obowiązki pozostały moje, a wszystkie kobiecie są wspólne. Feminizm w ch00j. Nie mówiąc o tym, że jakoś kosztami nie dzielimy się na pół, bo ja więcej zarabiam. Więc skoro więcej zarabiam to może ona powinna więcej robić w domu,? SZczególnie że w pracy się nie napracuje, bo prowadzi SM dla kilku firm, sama mówi że czasem przez cały dzień nie ma co robić. A u mnie jest zajeb.Z poprzednią dziewczyną dzieliliśmy się obowiązkami tradycyjnie, czyli ona gotowała, sprzątała, a ja robiłem męskie rzeczy. Chyba to było bardziej sprawiedliwe. Zaczynam się chyba transformować z lewaka w prawaka. Równość na papierze wyglądała fajnie, ale w praktyce jest ch00jnia.#zwiazki #gorzkiezale #rownosc #feminizm

