Jak dzielicie się wydatkami w związku?W styczniu zeszłego roku zamieszkałam w stolicy za namową chłopaka. Wcześniej mieszkałam pod Warszawą - u rodziców. Obiecał mi, że mi pomoże finansowo i damy radę. A teraz prawie nic nie odkładam i czuję się trochę przez niego oszukana. Wiadomo, że rodzicom płaciłam dużo mniej niż tu ale nadal nie ogarniam tego wszystkiego.Za wynajem płacimy 6k (1500zl płacę ja, resztę chłopak - to dlatego że mamy sporą różnicę w zarobkach, ja zarabiam 3500 na rękę, chłopak 12k). Prosiłam go żebyśmy zamieszkali w tańszej okolicy ale on nie będzie dojeżdżał (co z tego, że pracuje zdalnie a ja jeżdżę 40min do pracy), jako że on płaci większość za mieszkanie to w końcu się zgodziłam myśląc, że w innych wydatkach też mi pomoże. Ale coraz bardziej mam dość. Ostatnio sytuacja w sklepie. Był początek miesiąca, do wypłaty zostało kilka dni, ja już na 0 byłam, a on czeka aż zapałcę. Pokłóciliśmy się trochę ale w końcu zapłacił. Nie oczekuję, że ciągle będzie robił zakupy ale kiedy wydaję ponad 1500zl na jedzenie to nie zostaje mi na lekarstwa, ZTM i inne rzeczy już prawie nic. A gdzie kupić jakies nowe buty czy po prostu iść do kina itp. Zjada z 3 razy tyle co ja więc nie wiem czemu mam płacić 50/50. Nie lubię się rozliczać co do złotówki więc myślałam, że jakoś to będzie jak będę płacić raz ja, raz on. Ale nie podoba mi się to. Myślałam o wspólnym koncie, gdzie każde będzie wysyłać ustalony % swojej wypłaty i z tego będziemy robić zakupy spożywcze, chemię do domu itp ale on uważa że to zły pomysł, bo za konto bank pobiera opłaty i po co nam kolejne konto itp.Rozumiem, że nie chce płacić za wszystko ale to też nie jest tak, że ja za nic nie płacę. Tylko ja bardziej odczuwam kiedy na śniadanie muszę kupić 6 bułek choć ja zjem tylko jedną.Jak dzielicie swoje wydatki? Rozliczacie się co do grosza?Męczy mnie, że on może sobie kupić elektryczną hulajnoga bo ma taki kaprys, a ja muszę zbierać z trzy miesiące na nowe buty, bo na jedzenie wydaję tyle co za wynajem.#rozowepaski#niebieskiepaski#zwiazki

