Mam wielu znajomych programistów... i nie ukrywam że gul mi skacze, jak słyszę ile oni zarabiają. I wcale nie jestem januszem co mówi "nic nie robią, tylko w komputer klikają, wzięliby się za łopatę to poznaliby co to prawdziwa robota". Wkurza mnie to po prostu że IT jest zbyt mocno uprzywilejowane w stosunku do reszty narodu, a to głównie dlatego, że mają dwa czynniki: duży popyt na ich usługi i strumienie zagraniczne które pakują w to pieniądze. Ergo, mogą zarabiać w walutach typu euro czy dolary. Ja sam pracuję w korporacji, ale osiągnąłem limit i szczyt swoich zarobków (14 tys. brutto) na stanowisku starszego eksperta w audycie. I praktycznie nie mam szans przebić tego sufitu chyba że byłbym jakimś menadżerem albo dyrektorem ale nie dość że to dużo większy stres i ciśnienie, to te zarobki też nie dałyby mi dużego przeskoku - raptem może 2-3 tys. brutto więcej. A poza tym BAAARDZO cięzko jest się przebić na takiego menadżera czy dyrektora.Tymczasem moi kumple z IT po 2 latach doświadczenia są w stanie na b2b wyciągać tyle co ja mam w brutto, czyli na rękę dostają po 14k, do tego się non stop chwalą ile to oni nie walą w ch... w pracy, opierdzielają się, jeden to się chwalił że jakiegoś tam taska zaplanował na robienie 3 dni a wrzeczywistości zajęło mu to 3 godziny... no dla mnie to jest nie pojęte. Ja musiałem żyły sobie wypruwać żeby być tu gdzie jestem i zastanawiam się gdzie popełniłem błąd... #programowanie #korposwiat #gorzkiezale #pracbaza

