Dziewczyna mi mówi, że mam paskudny charakter ale mnie kocha jak się pokłócimy. Potrafi mi gadać rzeczy w stylu, że się nie dziwi komuś że na przykład nie chce ze mną rozmawiać bo jestem taki a taki, albo że też ma mnie czasem dość przez to. W sumie sprawia mi to przykrość z drugiej się zastanawiam, że może ma racje. Z drugiej tylko ona we mnie widzi tak dużo złych cech, w poprzednim związku byłem jakby postrzegany inaczej i mam taki mętlik w bani.Nasz obecny schemat kłótni wygląda mniej więcej tak: mówie jej o czymś z mojego życia, ona mi odpowiada czymś takim jak wyżej, mówię jej że skoro masz o mnie takie zdanie to po co ze mną jesteś i że już mi się nie chce z Tobą o tym gadać. Ona się wkurza, potem jak nie zareaguje na jej gniew to zaczyna płakać i przepraszać, że przesadziła, potem za mną łazi że aż mam jej dosyć i się pyta co ona takiego zrobiła. Teraz jak się pokłóciliśmy to jej spytałem gdzie była jak rozmawialiśmy, że nie wie o czym gadaliśmy xd. Potem za mną dalej chodziła i potrafiła wypunktować wszystkie miejsca z tej rozmowy które mnie dotknęły i płakać dalej że ona nie umie tak funkcjonować jak się kłócimy i żebym jej powiedział o co mi chodzi. Staram się jej wytłumaczyć że zanim o tym pogadam chce to na spokojnie przemyśleć, ale ona tak wyje i wyje i mi mówi jak przeze mnie cierpi, że w sumie zazwyczaj jej mówię co mi na myśl przyjdzie. Ona przeprasza i mówi że znowu zjebała bo nie umie panować nad emocjami, że mnie kocha. Ja mam jej dosyć. Potem za tydzień mi mówi że mi to nic nie można powiedzieć bo potem trzeba mi ustępować zawsze, za dwa jak się zdenerwuje że mam paskudny charakter i tak w kółko. Nie umiem jej uwierzyć że mnie kocha mimo że ciągle to powtarza, jak mam uwierzyć komuś kto nie mówi o mnie nic miłego. Na początku brałem wszystko do siebie i próbowałem to w sobie zmieniać, nie zawsze mi to wychodziło, czasem się udało, czasem nie. Teraz mam takie podejście, że nie dam rady po prostu temu sprostać dlatego w sumie jej mówię, że jak ma mnie dosyć to serio nic jej już na to nie poradzę i chyba ta moja odpowiedź najbardziej trigeruje jej płacz, który wygląda jak jakiś napad.Mam wrażenie, że ona ze mną jest bo się boi być sama. Ktoś kto jest zadowolony z życia nie płacze jak to tęskni za domem rodzinnym i jak to kiedyś było zajebiście. Boję się, że to serio jest wina mojego spierdolenia i po prostu tego nie widzę, ale ile można się kurwa zastanawiać. Chciałem to po prostu wyrzucić z siebie bo mam tego dosyć. Jak się nie pokłócimy to ciągle słyszę, że jestem cudowny i kochany, ale ja w to nie umiem uwierzyć. Niby jak mam w to wierzyć jeśli poza tymi ogólnikami konstruktwynie słyszę tylko, że mam paskudny charakter, nie umiem ustępować, jesteś jaki jesteś, no ale Cię kocham :)#zwiazki #zalesie

