Długo zabierałem się do napisania tego postu i miałem straszne opory ale może jak gdzieś to opiszę to trochę mi ulży.Sprawa jest taka, że trochę skomplikowało się życie. Jeszcze 3 lata temu miałem trochę oszczędności, przyjechałem z pracy zza granicy na zimę do chorej Mamy aby jej pomóc i wesprzeć oraz spędzić razem święta. Spędziliśmy ostatnie 7 miesięcy jej życia. Po pogrzebie wyjechałem za granicę na kilka miesięcy.Wróciłem po 4 miesiącach, w zimie, 2 lata temu. Kilka miesięcy odpoczywałem bo po śmierci Mamy nie miałem na to czasu, a także zbierałem się do podjęcia kolejnego kroku w życiu. Niestety, w momencie, gdy miałem wystarczająco oszczędności i zapału do działania, wpadłem w spiralę chorób. Na początku lipca 2022, zapadłem na pierwszy covid. Miałem straszne duszności i koszmarne osłabienie. Kurowałem się miesiąc, a energia wracała m przez kolejne 30 dni. W tym czasie, pomimo osłabienia postanowiłem ,że zajmę się czymś i zacząłem doglądać działki z malinami. Pomimo braku sił udało mi się w miesiąc zarobić na tym kilka tysięcy złotych. W połowie września dopadł mnie drugi covid - tym razem bez duszności ale za to z ogromnym bólem gardła i wymiotami. Kolejny raz ponad 30 dni wyjęte z życia. Gdy wydawało mi się, że najgorsze jest za mną, w listopadzie pojawił się problem z wątrobą. Badania krwi wykazały znacznie zwiększony poziom bilirubiny. Objawiało się to osłabieniem, bólem brzucha, brakiem apetytu i zmianą koloru skóry. Wykurowałem się i z tego ale wszystko się przeciągnęło i była już zima. Ja zmęczony chorobami(w żadnym roku nie zapadałem na tyle chorób)zmuszony byłem zimować w domu. Po zimie, zaraz na początku wiosny, zmarł mój jedyny towarzysz. Piesek miał 6 lat. Od tamtej pory do początku jesieni tkwiłem w marazmie i smutku. Czary goryczy dopełnił fakt, że maliny, wokół doglądania których poświęciłem masę czasu, okazały się niewypałem gdyż pracujący w skupie człowiek trafił do szpitala i już po tygodniu skup został zamknięty. Także na uprawie tych owoców zarobiłem w tym sezonie bagatela 100zł. Swoją drogą cena tegoroczna i tak była skandalicznie niska, m.in. za sprawą zapchania chłodni owocami z Ukrainy.Od miesiąca bezskutecznie szukam pracy. Problem jest taki, że: a) nie mam opału na zimę bo nie planowałem zostać tu znowu bez dochodu i pracy, a i na opał bym nie miał bo nie posiadam własnego lasu, b) dom, w którym mieszkam nie należy do mnie. Niedługo będę musiał go opuścić, c)składałem cv do ofert z miejscowości położonych najbliżej mnie ale bez odzewu.Takie są uroki mieszkania w zapadłej dziurze Polski B, nie mając pleców ani startu z domu zniszczonego przez ojca alkoholika. Teraz szukam czegoś poza moim regionem i najlepiej z zakwaterowaniem. Jechanie gdzieś w ciemno wiąże się z pewnym ryzykiem bo mogę tylko stracić czas i ponieść koszty. Kilka lat temu jechałem już kilka razy w ciemno do pracy - zawsze z marnym skutkiem. Raz w połowie drogi dowiedziałem się od pracodawcy, że na moje miejsce już kogoś znalazł. Musiałem wówczas skorzystać z uprzejmości znajomej mojej mamy aby móc spędzić noc pod dachem. Innym razem, gdy także pojechałem w ciemno, trafiłem do pokoju, w którym w nocy biegały szczury. Po 3 takich nieprzespanych nocach, musiałem zrezygnować. Skoro o kosztach była mowa, to jak się pewnie domyślacie, niewiele mi zostało. Wkurza mnie to bo wszędzie wokoło pijaństwo i narkomania, czym ja się bardzo brzydzę i mimo że sam nie piję to nie mogę znaleźć pracy. Wysiłku się nie boję. Od dziecka pracuję ciężko właśnie z powodu biedy, jaka panowała w domu rodzinnym w czasie gdy mój tato pił albo był w więzieniu. Chociaż nie jest lekko nie tracę nadziei ale z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że życie to jakiś nieśmieszny żart. ( ͡° ʖ̯ ͡°)#depresja #anonimowemirkowyznania #praca #pracbaza

