Nie zamierzam zmieniać nikogo. Ale jak przyjeżdżam do domu w którym nie byłam przez pół roku i mój ojciec jest wiecznie pijany, wiecznie mu źle, wiecznie narzeka. To jest mi smutno, najzwyczajniej w świecie. Bo do niego nie dociera, że wszyscy dookoła doskonale wiedzą, że pił. Wystarczy że usłyszę jedno zdanie i ja już wiem, że jest po kieliszku. Szkoda mi matki. Ale biernie to akceptowała i czasem nawet go usprawiedliwiała. I siebie mi żal, bo wiem, że przez całe życie jak z nimi mieszkałam to alkohol był cały czas, cały czas słyszałam jaką to jestem dobrą córką, by za 5 minut słyszeć, że jestem gówno warta i co ja dla nich robię, co ja mam, wiecznie niewystarczająca. Jak ja śmiem mieć swoje życie. Swoje zdanie. Jak ja śmiem żyć inaczej. Nie wiem, żal mi go, w jakimś stopniu go kocham, ale do nikogo nigdy nie czułam takiej nienawiści. I żal mi bo wiem, że zostawił we mnie tak destrukcyjne zachowania przez swój alkoholizm i toksyczność, bo wiem że zostawiło to rysę na moim życiu, na to jak postrzegam siebie, jak ciężko mi zbudować relacje z kimś innym. Wiecznie nie pasująca. Wyobcowana. Samotna. Nie potrafiąca się pokochać. #dda

