Z anonimowych, bo na koncie poleciałby na mnie hejt.Nikomu nigdy o tym nie mówiłam, a czuję, że muszę wyrzucić to z siebie.Na początku studiów poznałam chłopaka. Zaprzyjaźniliśmy się, mieliśmy dużo wspólnych zainteresowań. Zostaliśmy parą.Chłopak był wymarzony jeśli chodzi o cechy charakteru, jego podejście do życia. Niestety natura poskąpiła mu urody. Niski, obiektywnie brzydki. Z wyglądu nie podobał mi się, ale zakochałam się w nim jako osobie, przyjacielu.Po 2 latach związku trochę zaczął snuć plany o dzieciach. Nie w tym momencie, ale, że w przyszłości chciałby mieć dwójkę dzieci.Mnie przeraziło to, że dzieci odziedziczyłyby wypadkową naszej urody i prosto pisząc byłyby brzydkie.Temat zbywałam, ale wiedziałam, że nie ucieknę od tego.W efekcie zaczęłam oddalać się od partnera i finalnie zerwałam naszą znajomość.Długo płakałam, bo nie sądziłam, że będę do czegoś takiego zdolna.Od tego wydarzenia minęło 5 lat. Ja co prawda po 1,5 roku od zerwania zaczęłam się spotykać z innymi chłopakami. Byli przystojniejsi, ale nigdy już nie powstała taka chemia jak z omawianym parterem.Efekt jest taki, że mam prawie 27 lat i jestem sama, a tamten chłopak, związał się z inną dziewczyną i planują teraz ślub.Taguję #damskiprzegryw, bo tak się czuję. Na własne życzenie.#logikarozowychpaskow

