wiecie co mnie najbardziej denerwowalo w #miodowelata ? to ze zony naszych glownych bohaterow - Tadzia i Karola, tak torpedowaly kazdy ich pomysl. Chlopaki co odcinek probowali wyrwac sie z marazmu zycia, zrobic przyslowiowy cash i zapewnic byt rodzinie a kazdy ich pomysl byl zarzynany w zarodku przez szanowne malzonki. Najlepiej gdyby niczym sie nie interesowali, siedzieli na dupie i zarabiali w swoich pracach. az dziw bierze ze tak dlugo z nimi wytrzymali. o dziwo dostrzegam tez tam sporo #logikarozowychpaskow bo jak na horyzoncie pojawial sie jakis alvaro czy tancerz to danka i alina tracily glowe dla niego. z hobby swoich mezow (pilka, klub sierzanta) wrecz drwily i najchetniej zakazalyby im tam chodzic. niektore pomysly byly wrecz genialne, kilka bylo slabych az smiesznych - mimo wszystko nie sposob im odmowic pomyslowosci i tego ze sie nie poddawali. a te panie? mimo iz siedzialy w domu to jakos slabo szlo im wymyslanie sposobu na poprawienie bytu rodziny. koniec koncow chlopaki zrobili kwit na stronie internetowej i kupili nowe domy - tak za kolejny DURNOWATY pomysl. niby to serial komediowy ale nie zdajecie sobie sprawy ile codziennie mezczyzn przezywa to samo, tlamszonych w zaciszu domowego ogniska. pozbawionych szans na rozwiniecie skrzydel bo zostaly one dawno przyciete przez wspolmazonke. tkwia w maraźmie zyciowego koła, zyjac od poniedzialku do piatku. nie doczekalem sie odcinku gdy np. Karol przedstawia swoj kolejny genialny plan a alina zachwycona podlapuje go i wspiera meza, zamiast tego byly uszczypliwosci, dogadywanie i znajdywanie wszystkich wad. glowny hamulcowy. tak tez ja sie czuje, jakby zarzucono mi kotwice. pora odciac ten lancuch, rozwinac zagle i wyplynac na szerokie wody.

