Kompletnie nie rozumiem poddawania się. Gimnazjum/liceum byłem na dnie drabiny społecznej, brzydki, biedny, nieśmiały, siedzenie w domu, unikanie szkoły nie mówiac juz o jakis ogniskach (nikt mnie nie zapraszał, nie miałem znajomych nawet do pogadania). Samo to że przerwy spędzałem w bibliotece albo chodząc po łakach bo sprawiało mi bół siedzenie samemu na przerwach. Co zrobiłem? Tydzień po maturze spakowałem majdan i przeniosłem się na drugi koniec polski, było ciężko, łaczenie pracy na magazynie ze studiami, potem jakieś call center, potem powolna praca w zawodzie, oczywiście trzeba było samemu opłacić pokój, spłacać kredyt za 15 letnie auto niemal co każdy miesiąc byłem na zero. Ale oprócz tego poznałem też kilku ludzi którzy poprawili moje życie. Z perspektywy czasu widze że nie powinien tego wszystkiego osiągnąć z moimi punktami startowymi, co zrobiłem że tyle udało mi się osiągnać (w sensie że jestem oski now)? po prostu nie słuchałem żadnych #blackpill robić swoje i sie nie przejmować, nie płakać, nie narzekać na świat tylko go zmieniać #przegryw

