Od kilku lat po prostu chcę umrzeć. Nie popełnić samobójstwo, ale tak po prostu "cyk" I koniec.Od prawie 10 lat mam żonę i mieszkam w otoczeniu jej rodziny - matki, siostry, jej brata i jego rodziną. Jestem jedyną pracującą osobą w tym gronie.Mam dziecko, które chcę dobrze wychować, mimo, że dookoła ciężko o autorytety. Póki co idzie dobrze, dziecko dobrze się uczy, ma swoje pasje, które pielęgnuje.Poza pracą nie mam znajomych - moi najlepsi przyjaciele kilka lat temu postanowili się ruchać między sobą mając swoje rodziny, a że tego nie pochlebiałem, poobrażali się. Oczywiście nic z tego nie wyszło i pozakładali nowe rodziny.Sobie kupuję buty raz na rok, a tylko w pracy przechodzę słynne 10k kroków. Do pracy dojeżdżam wiejskim busem + komunikacją miejską (auto ma żona, żeby dowozić dziecko do szkoły. Nie stać mnie na utrzymanie dwóch aut).Wpadłem w alkoholizm i próbowałem się leczyć na wszelkie możliwe sposoby.No i game changer, przedwczoraj wyszła taka sytuacja, że być może moje dziecko nie jest moje...#zalesie

