Przypomniało mi się, że kiedyś widziałem przypadek, który nazwałbym oskicel. Proszę, nie ukamienujcie mnie, zaraz wyjaśnię. To rzadki przypadek, tak rzadki, że ze świecą szukać, ale widziałem coś takiego raz, w gimnazjum. Oskicel to chłopak niebrzydki, nawet ładny, ale np słaby fizycznie, bez mentalności samca alfa, wręcz przeciwnie. Ciśnięty przez chłopaków, ale np lubiany pzrez dziewczyny. I wcale nie jako ktoś na wzór homoseksualnego kolegi. Pamiętam jak szkolny łobuz takiemu oskicelowi chciał spuścić manto obroniła go... dziewczyna tego łobuza. Może tacy ludzie to błąd w matrixie, ale faceci na dnie drabiny społecznej nie pod kątem genetyki tylko siły przebicia, agresji ect. Czasami, czasami widzę takie przypadki. Idzie sobie dziewczyna z wygladem np Fagaty z chłopakiem, wcale nie 190 cm, tylko o wyglądzie niewinnego, słabego aniołka, gdzie w razie starcia to ona by broniła jego. Ktoś zna takie przypadki?#blackpill #przegryw

