Zazdroszczę ludziom z tagu #przegryw tego że nie posiadają kolegów. Mnie co chwila gdzieś ciągnie coś z kimś porobić i nie mogę przez to skupić się na sobie tylko robię jakieś głupoty. Gdybym nie miał kolegów to siedziałbym w #samotnosc i tylko by mi się nudziło. Wtedy z braku zajęcia bym się wziął za jakieś ciekawe zajęcie dla zajęcia głowy i czas by sobie leciał, a ja bym się tylko w tym rozwijał. Tak to nie umiem odmawiać i już tego zmienić, bo wpada ktoś do mnie jak do siebie z kumpli i przecież nie wywalę z domu ani nie utnę nagle kontaktu ze światem i tak już tkwię w takim nudnym, pustym życiu bez jakiejkolwiek głębi. Te imprezy, posiedzenia, rozmowy, zajęcia wspólne są takie jałowe i nie ma w tym nic specjalnego. Dodatkowo często się pije alkohol razem i człowiek się uzależnia od takiego głupkowatego trybu życia. Odcięcie od towarzystwa to krok drastyczny i nie mam na niego siły, tak jak przykładowo studenci ostatnich lat niezadowoleni ze swojego życia nie mają jaj tego rzucić. Taki przegryw sobie siedzi i chłonie literaturę z braku zajęcia albo tworzy jakieś swoje dzieła sztuki jak własne aplikacje, beaty, riffy, a ja żyję jak pustak konsument.

